Po dwóch ciężkich
tygodniach spędzonych w szpitalu, nadszedł czas na powrót do szkoły. Przez ten
czas nazbierało się dość sporo zaległości, a na dodatek raz w tygodniu muszę mieć
rehabilitację. Doktor Simon zrobił
swoje, gdyby nie on to pewnie nie doszłabym tak szybko do siebie. Przekonał
mnie i zachęcił, abym wybaczyła przyjaciołom, bo na pewno nie działali w złym
zamiarze. No i to on namówił mnie na rehabilitację. Już po pierwszych zajęciach
mam dość, ale podobno bez niej nie wrócę do pełnej sprawności. Taka motywacja
definitywnie mi wystarczy. Nataniela uniewinniono i przywrócono mu jego
obowiązki. Za to Amber. Cóż… Pomijając gniew i żal jej brata, została surowo
ukarana. Podobno dostała specjalne zadanie do końca roku szkolnego i teraz do
jej obowiązków należy również wyręczanie woźnej. Ile bym dała, żeby zobaczyć tę
zołzę z miotłą i wiadrem w ręku. Dziś będę mieć okazję. Zapowiada się ciekawy
dzień.
- Su- Roza podbiega
do mnie, entuzjastycznie wymachując jakąś torbą na prezenty.- Razem z Alexym
przygotowaliśmy dla ciebie prezent. Wiemy o twojej rehabilitacji, więc
pomyśleliśmy, że na pewno przyda ci się to- wręcza mi kolorową torebkę, w
której znajduje się równie kolorowy strój sportowy. Jest tak jaskrawy, że z
pewnością mógłby też posłużyć jako latarka.
- Dziękuję wam- ściskam Rozę przyjaźnie.- A propos, gdzie
jest Alexy?
- Ach, poszedł coś obgadać z Natanielem- Roza łapie mnie za
rękę i prowadzi w stronę innych uczniów.
- Z Natanielem?!
- Czemu to cię tak dziwi? Nataniel poprosił Alexego o
poradę- no proszę, nie ma mnie trochę
czasu, a już wszystko się zmienia.- Nie patrz już tak na mnie tylko chodź,
wszyscy nie potrafią się doczekać twojego powrotu.
Po wielu miłych
słowach i gestach, udaliśmy się wszyscy do sali na lekcję chemii. Po tym jak
usiadłam w ławce, zaczęłam się rozglądać po klasie, ale nigdzie nie widziałam
Amber. Oczywiście mi to nie przeszkadza, lecz trochę się niepokoję. To może
wróżyć kłopoty. Jestem pewna, że widziałam ją dzisiaj w szkole. Li i Charlotte
też nie są obecne. Co one znów knują?
- Jest mi niezmiernie miło, że widzę tu dziś z nami pannę
Sucrette- nawet pani Delanay cieszy się na mój widok, kto by pomyślał.- Zostań
proszę po lekcji, musimy omówić terminy zaliczeń- no tak za jej uprzejmością
musiało się coś kryć.
- Oczywiście proszę pani.
- A teraz przejdźmy do lekcji. Przepiszcie do zeszytów temat
widoczny na tablicy, a ja sprawdzę obecność. Rozalia?
- Jestem- Roza niechętnie odpowiada, widocznie jedno się nie
zmieniło, miłość Rozy do chemii jest wciąż taka sama.
- Nataniel?
-…
-
Gdzie się podział Nataniel i Alexy? Przecież widziałam ich przed lekcją w
szkole- no to jesteśmy dwie.
***
- Roza- tym razem to ja ciągnę ją za rękę w bardziej
ustronne miejsce.- Odkąd jestem w tej szkole nie zdarzyło się, aby Nataniel był
nieobecny, a tym bardziej nie zdarzyło się, żeby wagarował, więc jeśli zaraz
nie powiesz mi co jest przyczyną jego zniknięcia to…- już miałam kończyć swoje
groźby kiedy Rozalia wybuchła śmiechem.- Co cię tak bawi?
- Ty- teraz zrobiła się cała czerwona ze śmiechu.
- Nie widzę w tym nic zabawnego.
- No bo nie widzisz swojej miny- po jej komentarzu obie
pękałyśmy ze śmiechu, co zwróciło uwagę dyrektorki, która kazała nam udać się do
klasy.
Po ostatniej lekcji chciałam się z wszystkimi pożegnać
i przy okazji popytać czy ktoś może nie wie co jest powodem zniknięcia
Nataniela, ale ledwo zdążyłam wziąć rzeczy z szafki, a już nikogo nie było.
Zazwyczaj to ja wychodziłam pierwsza. Jednak zmieniło się więcej niż myślałam.
Może też powinnam spróbować coś zmienić. Wiem. Będę więcej się uczyć. Albo lepiej.
Zacznę już dziś. Jak tylko przyjdę do domu, wezmę się za książki. Skoro wszyscy
się zmieniają to ja też. Następną rehabilitację mam dopiero jutro, więc dziś jest
idealny wieczór, by popracować nad ocenami i nadrobić zaległości.
***
Przekręcam klucz w zamku do mojego domu, ale o dziwo są
otwarte. Dziwne. Moi rodzice zapowiadali, że dziś wrócą później. Niepewnie
naciskam klamkę i ostrożnie otwieram drzwi. Do tej pory takie sytuacje
widziałam tylko w filmach, a teraz mam wrażenie jakbym była bohaterką jednego z
nich. Wszędzie jest ciemno, bo wszystkie żaluzje są zasłonięte. Mogłabym
zaświecić światło, ale boję się, że wtedy włamywacze zorientują się, że tu
jestem. Muszę obmyślić jakiś plan. Najlepiej by było udać się do sypialni
rodziców, tam mój tata trzyma kij bejsbolowy, ale to zdecydowanie za daleko,
mogłabym też udać się do kuchni po młotek, ale wtedy musiałabym działać na
otwartej przestrzeni. Trudno jestem zdana na siebie. Postanowiłam zamknąć się w
swoim pokoju. Szybko wbiegłam po schodach na górę, weszłam do pokoju i
zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nagle w pokoju zrobiło się jasno, a gdy się
odwróciłam wrzasnęłam z przerażenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz