Z trudem otwieram oczy. Docierają do mnie pojedyncze strzępy światła, przekształcające się powoli w mglisty obraz. Nie potrafię stwierdzić gdzie jestem. Dostrzegam jedynie rozmazane sylwetki ludzi, stojących nade mną. Wszyscy tylko mi się przypatrują. Nikt się nie odzywa do czasu, aż jakiś znajomy mi głos próbuje przedrzeć się przez zgromadzenie gapiów. To dziewczyna nawołuje imię jakiegoś chłopaka. Znam to imię. Mam wrażenie, że już gdzieś je słyszałam. Jest takie melodyjne, tak cudownie brzmi, gdybym tylko mogła je złapać i zachować dla siebie. Dziewczyna ponownie zaczęła coś krzyczeć. Po co tak krzyczy? Przecież zdecydowanie lepiej jest ze sobą rozmawiać, krzyk nie jest nam do niczego potrzebny. Obraz coraz bardziej się rozmazuje, głos dziewczyny cichnie, a nade mną pojawia się coraz więcej ludzi. Czuję, że mój oddech staje się coraz cięższy, powoli zaczynam się dusić. Chcę wezwać pomoc, ale głos utkwił mi w gardle. Nie daję już rady, próbuję zaczerpnąć powietrza, ale ktoś zasłania mi do niego dostęp. Niespodziewanie zrywa się silny wiatr. Ludzie powoli rozpływają się w nim, a ich szczątki lecą w stronę jakiegoś ciemnego tunelu. Wreszcie jestem sama i znów potrafię oddychać. Wstaję z lodowatej podłogi. Teraz dopiero dostrzegam, że na końcu ponurego tunelu, znajduje się jakieś światełko. Postanawiam, że tam pójdę, a moje nogi same prowadzą mnie w tamtą stronę. Im bliżej jestem światła, tym lepiej się czuję. W zasadzie to... nic nie czuję. Muszę zasłonić oczy, bo światło jest za jasne. Wychodzę z tunelu. Przede mną rozciąga się piękny krajobraz. Wszędzie rośnie trawa, jeszcze delikatnie sproszona rosą, wszelkiego rodzaju kwiaty i drzewa. Sarenki skaczą wesoło wraz z króliczkami po łące, rozsiewając wszędzie nasiona dmuchawców. Słyszę piękny śpiew ptaków, któremu ktoś wspaniale przygrywa na flecie. Kto tak przepięknie gra? Powoli zmierzam w kierunku radosnej melodii. Dźwięk jest coraz głośniejszy. W oddali zauważam jakąś postać. Chcę do niej podbiec, ale nie potrafię oderwać stóp od ziemi. Szarpanie w niczym mi nie pomaga, dlatego postanawiam się poddać. Wsłuchując się w wspólną pieśń ptaków i grajka, zauważam pięknego barwnego motyla. Wyciągam niepewnie dłoń w jego stronę. Chyba się mnie nie boi, skoro do mnie leci. Kiedy tylko usiadł na mojej otartej dłoni, wszystko w mgnieniu oka zniknęło. Jestem teraz w pustce. Widzę dookoła tylko biel. Początkowo niczego nie usłyszałam, ale teraz wydaje mi się, że skądś rozchodzi się spokojna melodia. Tak, jestem prawie pewna, często słyszę ją w telewizji. Leci podczas reklamy jednej z marek samochodów. To jest ,, The blue Danube" Straussa. Nie umiem się powstrzymać, więc zaczynam głośno się śmiać i poruszać w rytm muzyki. Po chwili zauważam, że wokół mnie tańczą jacyś chłopcy. Wszyscy wyglądają identycznie, jakby zostali wyciągnięci z maszyny do klonowania. Mają blond włosy, taki sam strój i są jednakowego wzrostu, jednak coś mi w nich nie pasuje, lecz nie potrafię stwierdzić co. Nagle obok nich pojawiły się jakieś dziewczyny, one również są do siebie podobne. Każda z nich ma ciemne, długie, falowane włosy oraz wspaniałą fioletową suknię z falbanami, ciągnącą się aż do kostek. Tylko jeden chłopak został bez pary. Podszedł do mnie i wyciągnął swoją dłoń w moją stronę, zapraszając mnie do tańca. Ja również podałam mu dłoń i zaczęliśmy tańczyć walca. Uśmiechnęłam się do niego, chciałam spojrzeć mu w twarz, ale spostrzegłam, że jej nie ma. Przestraszona odskoczyłam do tyłu, lecz chłopak nadal podążał w moją stronę. Ktoś zaczął mnie wołać, a ja zaczęłam unosić się w powietrze niczym piórko. Znów pojawił się wiatr, lecz tym razem wiał mi prosto w twarz, tak jak gdyby specjalnie chciał dostać się do moich płuc. Mój oddech zaczyna przyśpieszać, coraz ciężej jest mi go złapać. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam, znalazłam się w środku czegoś co przypominało tornado. Muzyka gra coraz szybciej. W kłębach dymu, który mnie otacza ponownie widzę tłum ludzi zebranych nade mną, dziewczynę, krzyczącą bez potrzeby, tunel, grajka, motyla i w końcu blondyna bez twarzy. Chwila... Tym razem pojawiła mu się twarz, znam go, ale dlaczego zaczyna na mnie wrzeszczeć? Nie potrafię zrozumieć co do mnie mówi. Czuję jak głowa mocno mi pulsuje, zaraz nie wytrzymam. Zatykam uszy rękoma i zaczynam krzyczeć na cały głos, aby zagłuszyć cały ten harmider.
- AAAAAAAAAAAAAA!- Gdzie ja jestem? Rozglądam się po jasnym, sterylnym pomieszczeniu, w którym aktualnie się znajduję. Obok mojego łóżka stoi kardiogram, a na twarzy mam dziwną maskę, z której wylatuje powietrze, prosto do mojego nosa. Zrywam ją jednym ruchem. Przez białe drzwi wbiegła przestraszona pielęgniarka.
- Mogę w czymś pomóc?- spojrzała na mnie z zatroskaną miną.
- Gdzie ja jestem? Co się stało?- dopiero teraz poczułam okropny ból głowy, podniosłam rękę, by dotknąć obolałe miejsce, ale zamiast włosów wyczułam bandaż, cały mokry od mojego potu.- Co mi się stało?- musiałam wyglądać na bardzo przerażoną, bo miła pani złapała mnie za ramię.
- Spokojnie, zaraz zawołam lekarza. On ci wszystko wyjaśni- pielęgniarka wyszła z sali, a po paru sekundach w drzwiach pojawili się moi rodzice razem z jakimś panem ubranym na biało.
- Susiu skarbie- tylko moja mama tak mnie nazywała. Nigdy nie lubiłam jak tak do mnie mówiła, ale teraz cieszyłam się, że widzę wreszcie jakieś znajome twarze.- Tak się o ciebie martwiliśmy- mama przytuliła mnie z całych sił.
- Cześć Sucrette. Pewnie zastanawiasz się kim jestem. Otóż nazywam się Tom Christensen, jestem twoim lekarzem prowadzącym. Znajdujesz się w szpitalu św. Walentego, niedaleko twojej szkoły w każdym bądź razie. W wyniku wcześniejszego urazu, w twojej głowie pojawił się krwiak. Twoi koledzy znaleźli cię nieprzytomną na korytarzu, ktoś wezwał karetkę. Powinnaś szczególnie podziękować jednemu z twoich kolegów, ponieważ bardzo sprawnie przeprowadził reanimację.
- Reanimację?- byłam coraz bardziej przerażona, a na dodatek jestem strasznie zadyszana, może to przez to, że ściągnęłam maskę z tlenem.
- Tak. Prawdopodobnie przeszłaś śmierć kliniczną. Pamiętasz coś szczególnego od momentu utracenia przytomności?
- Nie, niestety widzę tylko pustkę- zmrużyłam oczy, by spróbować sobie coś przypomnieć,ale nie przyniosło to pożądanego rezultatu.- A ten krwiak?
- Usunęliśmy go chirurgicznie. Teraz jest już wszystko w porządku.
- Czyli mogę wrócić do domu?
- Przykro mi, ale musimy cię tu jeszcze trochę potrzymać na obserwacji. Jutro przyślę do ciebie psychologa, a teraz wypoczywaj. Do zobaczenia- lekarz wyszedł z sali, a rodzice siedzieli ze mną jeszcze chwilę, aż do momentu gdy zmęczona w końcu zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Do sali wszedł jakiś lekarz, jak na moje oko, miał coś koło dwudziestki.
- Cześć- przystojny lekarz uśmiechnął się do mnie i spoczął na krześle.- Simon- wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Sucrette- uścisnęłam jego dłoń, a przynajmniej się starałam, bo ostatnio nie czuję w sobie zbyt dużo sił.
- Jestem twoim psychologiem, masz mnie do dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ostatnie kilka dni były dla ciebie szczególnie trudne, dlatego ja będę starał się ci pomóc uporządkować myśli. Przede wszystkim zadam ci standardowe pytanie. Jak się czujesz?- nie dość, że jest przystojny, ma czarujący głos, to mam go cały czas do dyspozycji. To się nazywa raj.
- Strasznie boli mnie głowa- nie wiem dlaczego, ale zawsze kiedy pomyślę o mojej głowie, podnoszę rękę, by jej dotknąć.
- To normalne, że boli cię głowa, lecz chodziło mi bardziej o podłoże psychiczne, a nie fizyczne.
- Przykro mi, ale pamiętam tylko pojedyncze przebłyski, nic więcej- domyślam się, że są ciekawi co się wtedy działo w mojej głowie, sama też bym się chętnie dowiedziała, ale niestety nie potrafię sobie przypomnieć.
- Mhm- Simon otworzył jakiś notatnik i zaczął coś pisać.- Dobrze, a potrafisz dostrzec w tych przebłyskach jakiś przedmiot, czynność, może jakąś konkretną osobę?
- Krzyk- nie wiem w sumie dlaczego, ale to słowo samo nasunęło mi się na myśl.
- W porządku, a czy potrafiłabyś to bardziej sprecyzować?- młody lekarz cały czas coś zapisywał.
- Mam po prostu wrażenie jakby ktoś cały czas na mnie krzyczał- Simon przypatrywał mi się uważnie.
- Kto?
- Nie wiem. Nie jestem pewna, ale ten głos chyba należy do mężczyzny.
- Okey, to już jakiś trop. Chcesz dodać coś jeszcze?- Sim zamknął notatnik, więc wnioskuję, że na dziś wizyta już się skończyła.
- Nie, to wszystko- pożegnaliśmy się i znów zostałam sama. Jednak nie na długo. Mama przyszła w porze lunchu, przyniosła mi owoce, ale nie mogę się jeszcze odżywiać sama. Jestem skazana na płyn z kroplówki. Godzinę po zakończonej wizycie mojej mamy, odwiedziła mnie Rozalia.
- Cześć Su- jej głos wydawał mi się bardziej znajomy niż zwykle.- Alexy chodź tu szybciej!- gwałtownie podniosłam się na łóżku, serce zaczęło mi szybciej walić, oddech przyśpieszył. Obraz Rozy mi się rozmazał, przed oczami miałam szkolny korytarz i głos dziewczyny,, Nataniel chodź tu szybciej. Dzwoń w tej chwili na pogotowie''. To Rozalia, to ona krzyczała w mojej wizji po wypadku, to ją widziałam pośród tłumu ludzi.
- Su, Su co ci jest?- Rozalia przerażona zaczęła mną lekko trząść.
- To ty- przyglądałam się jej jak jakiejś cudownej abstrakcyjnej postaci.- Ty krzyczałaś. Już wiem dlaczego- Roza i Alexy patrzeli na mnie mocno przerażeni.- Pamiętam- zaczęłam się śmiać jak psychopatka- przypomniałam sobie- objęłam ich radośnie, nadal się śmiejąc. Alexy zaczął wołać o jakąś pomoc. Od razu w drzwiach pojawiła się pielęgniarka, a za nią lekarz, który wyprosił moich przyjaciół z sali.
- Zawołajcie Simona- zaczęłam krzyczeć, zapewne gdyby nie to, że byłam osłabiona to zaczęłabym skakać z radości. Mój psycholog pojawił się w ułamku sekundy, otworzył swój notes i dał mi znak bym mówiła.
- Pamiętam, że gdy straciłam świadomość, widziałam dość niewyraźnie, ale jednak, wszystko to, co działo się do momentu, gdy stanęło mi serce- Simon był wyraźnie zadowolony, praktycznie nie odrywał wzroku od kartki, na której notował.- Na początku pojawił się tłum ludzi, później moja przyjaciółka zaczęła kogoś wołać, wtedy nie wiedziałam, że to była ona, dopiero teraz, gdy tu przyszła...- czułam, że w moich oczach pojawiły się ogniki szczęścia i , że cała się rozpromieniam.
- Co było dalej?
- Krzyk, wtedy zastanawiałam się po co krzyczy, ale teraz wiem. Ona wołała o pomoc. Ludzie zaczęli się zbierać wokół mnie i wtedy... chyba właśnie wtedy przestałam oddychać.
- Ło- po chwili milczenia Simon ciężko westchnął.- Nikt jeszcze tak szybko nie przypomniał sobie tylu szczegółów. Najwyraźniej byłaś wtedy półprzytomna. Pamiętasz co było potem?- pokręciłam przecząco głową.- No cóż i tak już mamy bardzo wiele. To do następnego- gdy tylko opuścił salę, wkroczyła Roza z Alexem. Opowiedziałam im o wszystkim, to ich przynajmniej trochę uspokoiło. Oni też opowiedzieli mi co nieco o moim wypadku. Kiedy zapytałam ich o to kto mnie reanimował, nagle zamilkli.
- Skąd o tym wiesz?- Alexy spojrzał na mnie zdziwiony.
- Od lekarza- nie rozumiem co go tak zdziwiło.
- To Ken ciebie reanimował. Wiesz jak był w szkole wojskowej to dużo się nauczył. On pierwszy rzucił się tobie na pomoc.
- Możecie go tu ze sobą jutro przyprowadzić? Chciałabym mu podziękować- uśmiechnęłam się do nich na znak podziękowania.
- Jasne- Alexy odpowiedział mi również uśmiechem.
- Masz jeszcze jakieś specjalne życzenia co do osób, które mamy ze sobą przyprowadzić?- Roza uśmiechnęła się do mnie z przekąsem.
- Zrób jak uważasz- nie byłam co do tego specjalnie przekonana. Nie z wszystkimi chciałabym się zobaczyć, ale wierzę, że Rozalia zaprosi odpowiednich ludzi.- A teraz jeśli pozwolicie trochę się zdrzemnę.
- Spoko, to my nie przeszkadzamy- Alexy i Rozalia opuścili pokój, a ja oddałam się w objęcia Morfeusza. Znów miałam wizję, że leżę nieprzytomna na korytarzu w szkole. Cały czas się dusiłam, to był prawdziwy koszmar. Kiedy się przebudziłam było coś koło północy. Leżałam bezczynnie na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Stwierdziłam, że nie czuję się już zmęczona, toteż na pewno nie zasnę. Zaświecając małą lampkę na stoliku, zauważyłam, że obok niej stoi wazon pełen polnych kwiatów. Do jednego z nich była przyczepiona karteczka z jakąś wiadomością.
Przepraszam za wszystko
N.
Tylko jedno imię na ,,n" przychodziło mi do głowy. Czyżby te kwiaty były od Nataniela? Myślałam, że z naszą przyjaźnią jest już koniec, ale najwyraźniej nie wszystko zostało jeszcze stracone. Może przyjdzie dziś do mnie razem z Rozą i Alexym. Bardzo bym chciała go przeprosić za ten głupi wybryk, który był główną przyczyną naszej ostatniej kłótni. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, by poczuć zapach kwiatów. Znów pojawił mi się przed oczami jakiś zamglony obraz. Jestem na łące, słyszę ptaki i ... Flet? Obraz jest zbyt niewyraźny, nie potrafię z niego odczytać zbyt wiele. Mimo wszystko ta wizja jest zdecydowanie przyjemniejsza od poprzedniej, lecz dlaczego odnoszę takie wrażenie jakbym miała zaraz wszystko to stracić? Póki co, chcę się cieszyć tym wspaniałym uczuciem. Tylko rośliny, zwierzęta, ja i cicha spokojna muzyka. Z samego rana zamierzam opowiedzieć o tym wszystkim Simonowi. na pewno się ucieszy z kolejnych postępów.
Nie wiem nawet kiedy tak szybko minęły te godziny, ale nim się obejrzałam była szósta. O ósmej przyszedł do mnie mój lekarz prowadzący na kontrolę, godzinę później odwiedził mnie Simon, a w samo południe mój tata przywiózł mi ubrania na zmianę i ucałował od mamy, która kazała mi przekazać, że przyjdzie do mnie jutro. Kiedy zbliżało się już popołudnie przyszła Roza razem z bliźniakami, Irys, Violettą, Peggy, Kim, Lysandrem, a nawet Kastielem, no i oczywiście przyprowadziła Kena, którego mocno uściskałam i serdecznie podziękowałam mu za to co dla mnie zrobił. Jestem jego dłużniczką do końca życia. Szkoda tylko, że brakuje tu z nimi Nataniela.
- No proszę, proszę- Kastiel nachylił się nad kwiatami, stojącymi na moim stoliczku.- Kochaś przyniósł kwiaty na przeprosiny. Może go wreszcie ruszyło sumienie.
- Co?!- zapomniałam całkiem o tym, że wszyscy myślą, że ja i Nat jesteśmy parą.- To nie jest mój kochaś.
- Już zerwaliście?- czuję, że Kastiel specjalnie robi mi na złość.
- Tak się składa, że nigdy nie byliśmy razem- wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Wyjaśniłam im całą sprawę od początku do końca. Tak należało postąpić już tego feralnego dnia w szkole. Gdy skończyłam tłumaczyć tę nieprzyjemną sytuację, wszyscy siedzieli ze spuszczonymi głowami. Nikt się nie odezwał oprócz Violetty.
- Nie obraź się Su- podeszła bliżej i złapała mnie za rękę.- My myśleliśmy, że Nataniel cię uderzył- nie wiedziałam czy mam się zacząć śmiać czy płakać.
- Skąd wam przyszło takie coś do głowy?- spojrzałam na nich z frustracją na twarzy.
- Ten dupek tak na ciebie darł mordę, że nie dało się nie usłyszeć waszej kłótni- teraz Kastiel przejął pałeczkę.- Wybiegłaś cała zapłakana, a gdy nagle zemdlałaś zauważyliśmy, że masz dość sporego guza na głowie. Od razu ktoś poleciał na skargę do dyry, no i...
- No i co?- przez te nerwy znacznie podniosłam ton głosu. Jak oni mogli pomyśleć, że Nataniel mnie uderzył?
- Jajco- Kastowi nie spodobał się mój podniesiony na niego ton głosu.- Został zawieszony, ale i tak miał gnojek szczęście, bo prawie go wyrzucili z tej budy.
- Ja chyba śnię- zaczęłam kręcić głową z niedowierzaniem.- Jak mogliście?!- zaczęłam na nich wrzeszczeć.- I to wy uważacie się za jego przyjaciół? Biedak, przecież jego tata na pewno się o tym dowiedział i to przez was. Wynoście się stąd! Wszyscy. Nie chcę was znać- moi dawni przyjaciele opuścili salę, a ja zaczęłam gorączkowo szukać swojego telefonu. Na szczęście ktoś pomyślał, żeby położyć go na stoliczku obok. Szybko wyszukałam numer Nata i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po czwartym sygnale ktoś wreszcie odebrał.
- Nataniel z tej strony, słucham?- żyje. Na całe szczęście żyje, czyli jego tata nie pobił go na śmierć.
- Tak się cieszę, że cię słyszę- zapomniałam przez to wszystko się przedstawić, ale Nat poznał mój głos.
- Su? Też się cieszę, że mogę cię usłyszeć- nie potrafię stwierdzić czy naprawdę się cieszy, czy tylko udaje.- Co u ciebie?
- Nie najlepiej. Mógłbyś do mnie przyjechać?- miałam ogromną nadzieję, że się zgodzi.
- No nie wiem- Nataniel wyraźnie się zastanawiał, ale chyba w końcu przekonała go myśl, iż znajduję się w szpitalu.- Mogę być za pół godziny.
- Idealnie- rozłączyłam się i z tej radości prawie wyskoczyłam z łóżka. Nataniel pojawił się punktualnie. Cała radość ze mnie zeszła, gdy go zobaczyłam. Nasze ostatnie spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych, zresztą to on zaproponował, aby ograniczyć nasz kontakt. Patrzyłam na niego spod spuszczonej głowy.
- Cz-Cześć- Nat też poczuł się trochę niezręcznie. - Jak się czujesz?
- Hej- próbowałam się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze.- Usiądź- posunęłam się trochę w bok, robiąc mu miejsce na łóżku. Nataniel trochę się wahał, ale w końcu postanowił skorzystać z mojego zaproszenia. Nie wiedziałam od czego mam zacząć. Byłam jednocześnie zła i smutna, gdy tylko przypomniałam sobie naszą kłótnię, z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Przytuliłam się do Nataniela i w kółko powtarzałam jedno słowo. ,,Przepraszam".
- Ciii- mój jedyny przyjaciel gładził mnie po włosach, próbując jakoś uspokoić.- Już od dawna się na ciebie nie gniewam. Napędziłaś nam wszystkim stracha- trochę uspokoiły mnie jego słowa, uwolniłam się na chwilę z jego objęć tak, by widzieć jego twarz. Spojrzałam prosto w jego oczy, nagle całe pomieszczenie zaczęło wirować. Wszystko wokół mnie było rozmazane, tylko Nataniela widziałam wyraźnie. Nie siedzieliśmy już na łóżku w szpitalu. Otaczała nas wyłącznie biel, a my... Tańczyliśmy? Wirowaliśmy na parkiecie w rytm jakiejś dziwnej melodii, gdy nagle *trach* czas się zatrzymał. Dosłownie po sekundzie czas znów ruszył, ale do tyłu. Cofnęłam się do momentu, w którym Nat zaprosił mnie do tańca, później cofaliśmy się jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. Znów byłam na łące, później w jakimś tunelu, na korytarzu, w pokoju gospodarzy, klasie i... Amber, która popycha mnie mocno na szafki, rechocząc pod nosem zadowolona z siebie. Znów czuję jak uderzam głową o szafkę, masuję ręką miejsce, które mnie boli, zamykam oczy, a gdy je otwieram widzę przed sobą Nataniela, który siedzi na krześle.
- Cześć. Kiedy przyszedłem to spałaś, więc nie chciałem cię budzić- czyli to wszystko to był sen. Tylko sen.
Mimo że rozdział smutny, to i tak był wspaniały! :)
OdpowiedzUsuńZ każdym rozdziałem zaskakujesz mnie coraz bardziej. Mianuję się Twoją stałą czytelniczką. 8) Z (nie) cierpliwością czekam na następny rozdział. Życzę weny!
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie się czyta Twoje opowiadanie... tylko kiedy nowy rozdział? :D
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział? Chcę wiedzieć co dalej będzie się działo z naszą Su. ^^
OdpowiedzUsuńZaczynam mieć złe przeczucia co do tego opowiadania... Poprzednie rozdziały udostępniane były co 2-3 dni, a teraz 20 minęło i ani widu, ani słychu kolejnego... Rozumiem, że tamte mogły być napisane przed udostępnieniem pierwszego i była możliwość publikowania ich w krótszych odstępach czasowych, ale 20 dni to już trochę długi czas. Miejmy nadzieję, że moje przeczucia okażą się błędne i kolejny rozdział niedługo będzie. :)
OdpowiedzUsuń