Moja wersja kontynuacji gry od odcinka 25. Jeśli jesteś ciekaw, jak potoczyły się dalsze losy Sucrette, wiedz, że dobrze trafiłeś;) Zapraszam do czytania i komentowania :)
środa, 1 lipca 2015
Rozdział 1 ,,Nowa uczennica"
Ten poranek był wyjątkowo ciężki. Przepraszam, wróć. Poprzednia noc była wyjątkowo ciężka. Musiałam nieźle nawdychać się tego potwornego dymu, kiedy wracałam po ten cholerny artykuł, który Peggy i tak uznała za beznadziejny. No cóż, czasami bywam lekkomyślna, ale dostałam za swoje. Najpierw wstępnie oberwałam od Nataniela i Armina, a później dołączyła do nich pani z chemii, Roza oraz moi rodzice. Nieźle się wczoraj nasłuchałam, a na dodatek strasznie boli mnie głowa. Czuję się tak, jakby ktoś miał mi ją rozerwać od środka. I jak tu się w takiej sytuacji skupić na matematyce, która sama w sobie jest nieciekawa? Pan Smith zaczął już spoglądać na mnie ukradkiem i pewnie domyśla się, że nie wsłuchałam się w ani jedno jego słowo.
- Panno Sucrette, proszę mi powiedzieć, jak brzmi trygonometryczne twierdzenie Pitagorasa?
- J-ja?- miałam totalny mętlik w głowie, gdy pan Smith wskazał na mnie palcem.
- A czy jest tutaj w klasie inna Sucrette?- wszyscy uczniowie zaczęli rechotać, tylko Nataniel spojrzał na mnie z troską.- Cisza!- pan Smith podniósł nieco ton głosu, a w mgnieniu oka wszyscy umilkli.- Teraz głos zabiera panna Sucrette. Słucham.
W sali zapanowała grobowa cisza. Spokojnie mogłam usłyszeć muchę przelatującą na końcu sali. Zaczęłam nerwowo przewracać wzrokiem po klasie, wszyscy zajęli się sobą, Armin grał ukradkiem na konsoli, Amber żywo dyskutowała z Lin i Charlotte, Kastiel palił e- papierosa, a gdy zobaczył, że zerkam w jego stronę puścił mi oczko, potrząsnęłam głową i spojrzałam przed siebie, całkowicie zapomniałam, że nauczyciel zadał mi pytanie. Chwila, o co mnie zapytał?
- A więc...- chciałam coś wydukać, ale nie pamiętałam jak brzmiało pytanie.- Tak szczerze to po wczorajszym incydencie nie najlepiej się czuję, czy mogłabym pójść do toalety?
Pan Smith podrapał się po głowie, pewnie dostanę jedynkę, znowu. Albo lepiej zaprosi na pogawędkę moich rodziców, a wtedy szlaban mam gwarantowany.
- Dobrze idź, ale- nienawidzę, gdy ktoś wypowiada słowo ,,ale", za tym zawsze kryje się coś niedobrego- na jutro przyniesiesz mi referat na temat funkcji trygonometrycznych.
- Dobrze proszę pana- jakoś mi się nie uśmiecha spędzać nad tym popołudnie, ale lepsze to niż kolejna kapa.
- A i weź kogoś ze sobą, jeszcze nam się przewrócisz po drodze.
Nataniel podniósł rękę do góry.
- Ja z nią pójdę- zastanawiam się czy zrobił to dlatego, bo zawsze jest taki uczynny, czy też dlatego, żeby przy okazji prawić mi morały? Wstałam z ławki i delikatnie zasunęłam za sobą krzesło. Musiałam jednak za szybko się podnieść, bo przed oczami pojawiły mi się mroczki i lekko się zachwiałam. Od razu poczułam jak ktoś chwyta mnie za rękę, kiedy odwróciłam głowę, zobaczyłam jak Nataniel nerwowo na mnie spogląda, trzymając mój nadgarstek.
- Wszystko ok?- spojrzał na mnie zatroskany, zupełnie niepotrzebnie, po prostu lekko zakręciło mi się w głowie. Uwolniłam się z jego uchwytu i dałam znak głową, że wszystko jest pod kontrolą. Otworzył mi drzwi i wyszliśmy na korytarz. Nataniel złapał znów moją dłoń i ciągnął mnie za sobą w kierunku pokoju gospodarzy. Kiedy tam doszliśmy, ponownie otworzył mi drzwi, a potem posadził przy otwartym oknie.
- Trzymaj- mówiąc to podał mi szklankę wody, chyba naprawdę się wystraszył.- I żeby mi to było ostatni raz- wiedziałam, że zacznie mnie pouczać.- Ok, ja wracam na lekcję, jak się lepiej poczujesz to do nas dołącz- Nataniel nie mówił do mnie troskliwym głosem jak zawsze, jego ton głosu był bardziej...hmm...stanowczy, oschły?
- Nat, poczekaj- chłopak stanął przy drzwiach i odwrócił głowę w moją stronę.- Dziękuję i... przepraszam- uśmiechnął się do mnie i wyszedł na korytarz bez słowa.
Siedziałam jeszcze w pokoju gospodarzy jakieś piętnaście minut, a potem wróciłam na resztę lekcji. Teraz była pora lunchu, a to oznacza, że mam mnóstwo czasu, by przeczytać nowy numer szkolnej gazetki. Wyciągam swój egzemplarz i od razu moją uwagę przyciąga wielki nagłówek na pierwszej stronie W przyszłym tygodniu przybędzie do nas nowa uczennica. Nie jest to jakaś tragedia, ale przywykłam do myśli,że to ja jestem ta nowa. W mojej głowie pojawia się istny harmider. A jeśli ona jest ładna? I teraz wszyscy zapomną o mnie, bo będą mieli nową przyjaciółeczkę? Stop. Muszę przestać tak myśleć. Zachowuję się jak skończona egoistka. Przecież to tylko dodatkowa dziewczyna w szkole. A co jeśli inni myśleli tak samo, kiedy to ja miałam dojść to tej szkoły?
- Hej- Alexy wyrwał mnie z zamyśleń.- Nad czym tak rozkminiasz?
- O hej, nad niczym ważnym. Czytałeś już artykuł o nowej uczennicy?
- Tak- na jego twarzy pojawił się uśmiech.- Mam nadzieję, że będzie fajna.
- A co dla ciebie znaczy ,,fajna"?
- No wiesz...- Alexy podrapał się po głowie- ładna, no i musi mieć, no ten...
- Cycki?- zapytałam, patrząc na niego z przekąsem.
- Też, ale myślałem o tyłku, no wiesz taka przynajmniej 9/10- szturchnęłam go upominawczo w ramię, a potem w jednej sekundzie wybuchnęliśmy śmiechem. Muszę przyznać, że poprawił mi tym humor.Gdy tak siedzieliśmy, śmiejąc się na cały głos, podszedł no nas Nataniel.
- Cześć, a co tu tak wesoło?- jego ton głosu wreszcie był normalny.
- Rozmawialiśmy o tej nowej, co to ma przyjść w przyszłym tygodniu- Alexy powstrzymał się na chwilę od śmiechu, a po chwili znów nim wybuchnął.
- Rozumiem- Nat uśmiechnął się do nas i skierował wzrok tylko na mnie.- Tak właściwie to mam do ciebie sprawę Su.
- To ja was zostawiam- Alexy skinął w moją stronę głowę, uścisnął dłoń Natiego i odszedł w stronę Iris, rozmawiającej z Rozalią.
- To o co chodzi?- spojrzałam pytająco w stronę Nataniela.
- Potrzebujesz może pomocy przy referacie z matmy?- referat, kompletnie o tym zapomniałam. No to nici z dobrego nastroju.- Bo tak pomyślałem, że może będziesz potrzebowała pomocy, no i jeśli byś chciała, możemy pójść do mojego nowego mieszkania, w końcu wspominałaś kiedyś, że chętnie byś mnie odwiedziła no i spotkałabyś znów Śnieżkę- patrzył na mnie,jak dziecko patrzące na długo wyczekiwany prezent. W sumie nie jest to taki zły pomysł. Chciałabym wreszcie zobaczyć jak mieszka, a przede wszystkim chcę znów przytulić jego kochanego kociaka, którego sama pomagałam wybrać.
- Zgoda, pójdziemy do ciebie po lekcjach- uśmiechnęłam się do Nata, a on odwzajemnił mi się tym samym. Miałam wrażenie jakby ze szczęścia miał zaraz wyskoczyć w powietrze.
Czekam na niego, na dziedzińcu już dziesięć minut.Ile można się pakować? Wreszcie zauważam jak blond czupryna zbliża się w moją stronę.
- Przepraszam, że tyle czekałaś, ale zatrzymała mnie jeszcze po drodze pani dyrektor- oparł ręce na kolanach i co chwila posapywał, jakby przed chwilą go gonili.
- Nic nie szkodzi. No to co idziemy?- Nat złapał moją dłoń, ale po chwili ją puścił, gdy zorientował się co zrobił. Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, aż stwierdziłam, że skorzystam z okazji i zapytam go co myśli o pojawieniu się nowej uczennicy.
- Czytałeś dzisiejszą gazetkę?
- Tak- Nataniel spojrzał na mnie podejrzliwie.- A co?
- Nic, tak zastanawiałam się tylko...
- Słucham- zwolniliśmy kroku, a mój towarzysz spoglądał na mnie wyczekująco.
- No bo w przyszłym tygodniu ma się pojawić ta nowa uczennica i byłam ciekawa co o tym sądzisz- matko, zachowywałam się jak jakaś głupia nastolatka.Nie wiem dlaczego, ale to po prostu jest silniejsze ode mnie.
- A co mam myśleć?- Nat wzruszył ramionami.- Nic nadzwyczajnego- phi, o mnie też tak pewnie myślał, a teraz co? Idziemy razem do jego mieszkania i mało brakowało, a szlibyśmy za ręce.
- Nawet, choć przez chwilę, nie zastanowiłeś się jak ona może wyglądać?- Nati spojrzał na mnie zdziwiony tym pytaniem.
- Nie, może trochę, a zresztą dlaczego to cię interesuje?
- To głupie, ale boję się, że ona zajmie moje miejsce- Nataniel parsknął śmiechem, nie wiem co go tak w tym śmieszyło.
- Twoje miejsce? Hahahahaha, przepraszam- zaczął ocierać oczy, bo ze śmiechu miał już je całe czerwone.- A jakie jest twoje miejsce?
- No wiesz...- zawahałam się czy mu o tym powiedzieć, w sumie co mi szkodzi, ale z drugiej strony przed chwilą mu się zwierzyłam, a on mnie wyśmiał.- Jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie chcę, żeby ktoś mi cię skradł- ups, czy ja to powiedziałam na głos? Pięknie. Zasłoniłam dłonią usta, zdając sobie sprawę z tego co powiedziałam.
- Czekaj, czekaj- Nataniel chwycił moją dłoń, tak abym sie zatrzymała i stanęła naprzeciw niego.- Czy ty... jesteś o mnie... zazdrosna?- spuściłam ze wstydu wzrok, ale Nat delikatnie podniósł mój podbródek. Pewnie jestem teraz czerwona jak burak, ale pociesza mnie to, że Nataniel też się lekko zarumienił.- Nikt mi ciebie nie zastąpi- wsunął swoje dłonie w moje włosy i pocałował mnie delikatnie w czoło. Byłaby to wspaniała chwila, gdyby nie...
- Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam, coś podobnego. Nasz główny gospodarz zarywa do Su.
- KASTIEL!!!- Nataniel wrzasnął. Chciałam go powstrzymać, lecz było za późno i w jednej chwili Nat rzucił się na niego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hah! Fajny blog, można się uśmiać :D czekam na dalsze losy bohaterki ^^
OdpowiedzUsuńHah, Kastiel ma tak perfekcyjne wyczucie czasu ^^ jestem zachwycona, ten blog naprawdę ładnie się zaczyna. Podoba mi się. Jeśli się nie obrazisz zostanę tu na dłużej.
OdpowiedzUsuń(slodki-flirt-romanticfanfiction.blogspot.com zapraszam w wolnym czasie)
Dziękuję ^^ Postaram się Ciebie nie zawieźć ;) Na pewno wpadnę kiedyś na Twojego bloga :) Pozdrawiam :D
UsuńNo, to kiedy następny rozdział? ^^
OdpowiedzUsuńWłaśnie nad nim pracuję, postaram się go skończyć do końca weekendu ;)
Usuń