Słodki flirt- dalsze losy Sucrette
Moja wersja kontynuacji gry od odcinka 25. Jeśli jesteś ciekaw, jak potoczyły się dalsze losy Sucrette, wiedz, że dobrze trafiłeś;) Zapraszam do czytania i komentowania :)
niedziela, 26 lutego 2017
wtorek, 19 stycznia 2016
Rozdział 4 ,,Czas na zmiany"
Welcome back :D Wiem, że nie było mnie bardzo długo, ale tak jak nasza Su czekała mnie nowa szkołą, nowi ludzie, nowe problemy :) Na dodatek zgubiłam rozdział, który dla Was przygotowałam, ale tak jak tytuł naszego rozdziału mówi czas to zmienić ;) Obiecuję, że teraz, gdy już oswoiłam się z nowym otoczeniem i wena wróciła zadbam o to, by rozdziały ukazywały się co najmniej raz na miesiąc. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. W nagrodę mam dla Was rozdział :)
Po dwóch ciężkich
tygodniach spędzonych w szpitalu, nadszedł czas na powrót do szkoły. Przez ten
czas nazbierało się dość sporo zaległości, a na dodatek raz w tygodniu muszę mieć
rehabilitację. Doktor Simon zrobił
swoje, gdyby nie on to pewnie nie doszłabym tak szybko do siebie. Przekonał
mnie i zachęcił, abym wybaczyła przyjaciołom, bo na pewno nie działali w złym
zamiarze. No i to on namówił mnie na rehabilitację. Już po pierwszych zajęciach
mam dość, ale podobno bez niej nie wrócę do pełnej sprawności. Taka motywacja
definitywnie mi wystarczy. Nataniela uniewinniono i przywrócono mu jego
obowiązki. Za to Amber. Cóż… Pomijając gniew i żal jej brata, została surowo
ukarana. Podobno dostała specjalne zadanie do końca roku szkolnego i teraz do
jej obowiązków należy również wyręczanie woźnej. Ile bym dała, żeby zobaczyć tę
zołzę z miotłą i wiadrem w ręku. Dziś będę mieć okazję. Zapowiada się ciekawy
dzień.
- Su- Roza podbiega
do mnie, entuzjastycznie wymachując jakąś torbą na prezenty.- Razem z Alexym
przygotowaliśmy dla ciebie prezent. Wiemy o twojej rehabilitacji, więc
pomyśleliśmy, że na pewno przyda ci się to- wręcza mi kolorową torebkę, w
której znajduje się równie kolorowy strój sportowy. Jest tak jaskrawy, że z
pewnością mógłby też posłużyć jako latarka.
- Dziękuję wam- ściskam Rozę przyjaźnie.- A propos, gdzie
jest Alexy?
- Ach, poszedł coś obgadać z Natanielem- Roza łapie mnie za
rękę i prowadzi w stronę innych uczniów.
- Z Natanielem?!
- Czemu to cię tak dziwi? Nataniel poprosił Alexego o
poradę- no proszę, nie ma mnie trochę
czasu, a już wszystko się zmienia.- Nie patrz już tak na mnie tylko chodź,
wszyscy nie potrafią się doczekać twojego powrotu.
Po wielu miłych
słowach i gestach, udaliśmy się wszyscy do sali na lekcję chemii. Po tym jak
usiadłam w ławce, zaczęłam się rozglądać po klasie, ale nigdzie nie widziałam
Amber. Oczywiście mi to nie przeszkadza, lecz trochę się niepokoję. To może
wróżyć kłopoty. Jestem pewna, że widziałam ją dzisiaj w szkole. Li i Charlotte
też nie są obecne. Co one znów knują?
- Jest mi niezmiernie miło, że widzę tu dziś z nami pannę
Sucrette- nawet pani Delanay cieszy się na mój widok, kto by pomyślał.- Zostań
proszę po lekcji, musimy omówić terminy zaliczeń- no tak za jej uprzejmością
musiało się coś kryć.
- Oczywiście proszę pani.
- A teraz przejdźmy do lekcji. Przepiszcie do zeszytów temat
widoczny na tablicy, a ja sprawdzę obecność. Rozalia?
- Jestem- Roza niechętnie odpowiada, widocznie jedno się nie
zmieniło, miłość Rozy do chemii jest wciąż taka sama.
- Nataniel?
-…
-
Gdzie się podział Nataniel i Alexy? Przecież widziałam ich przed lekcją w
szkole- no to jesteśmy dwie.
***
- Roza- tym razem to ja ciągnę ją za rękę w bardziej
ustronne miejsce.- Odkąd jestem w tej szkole nie zdarzyło się, aby Nataniel był
nieobecny, a tym bardziej nie zdarzyło się, żeby wagarował, więc jeśli zaraz
nie powiesz mi co jest przyczyną jego zniknięcia to…- już miałam kończyć swoje
groźby kiedy Rozalia wybuchła śmiechem.- Co cię tak bawi?
- Ty- teraz zrobiła się cała czerwona ze śmiechu.
- Nie widzę w tym nic zabawnego.
- No bo nie widzisz swojej miny- po jej komentarzu obie
pękałyśmy ze śmiechu, co zwróciło uwagę dyrektorki, która kazała nam udać się do
klasy.
Po ostatniej lekcji chciałam się z wszystkimi pożegnać
i przy okazji popytać czy ktoś może nie wie co jest powodem zniknięcia
Nataniela, ale ledwo zdążyłam wziąć rzeczy z szafki, a już nikogo nie było.
Zazwyczaj to ja wychodziłam pierwsza. Jednak zmieniło się więcej niż myślałam.
Może też powinnam spróbować coś zmienić. Wiem. Będę więcej się uczyć. Albo lepiej.
Zacznę już dziś. Jak tylko przyjdę do domu, wezmę się za książki. Skoro wszyscy
się zmieniają to ja też. Następną rehabilitację mam dopiero jutro, więc dziś jest
idealny wieczór, by popracować nad ocenami i nadrobić zaległości.
***
Przekręcam klucz w zamku do mojego domu, ale o dziwo są
otwarte. Dziwne. Moi rodzice zapowiadali, że dziś wrócą później. Niepewnie
naciskam klamkę i ostrożnie otwieram drzwi. Do tej pory takie sytuacje
widziałam tylko w filmach, a teraz mam wrażenie jakbym była bohaterką jednego z
nich. Wszędzie jest ciemno, bo wszystkie żaluzje są zasłonięte. Mogłabym
zaświecić światło, ale boję się, że wtedy włamywacze zorientują się, że tu
jestem. Muszę obmyślić jakiś plan. Najlepiej by było udać się do sypialni
rodziców, tam mój tata trzyma kij bejsbolowy, ale to zdecydowanie za daleko,
mogłabym też udać się do kuchni po młotek, ale wtedy musiałabym działać na
otwartej przestrzeni. Trudno jestem zdana na siebie. Postanowiłam zamknąć się w
swoim pokoju. Szybko wbiegłam po schodach na górę, weszłam do pokoju i
zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nagle w pokoju zrobiło się jasno, a gdy się
odwróciłam wrzasnęłam z przerażenia.
środa, 8 lipca 2015
Rozdział 3 ,, Sen czy jawa?"
Z trudem otwieram oczy. Docierają do mnie pojedyncze strzępy światła, przekształcające się powoli w mglisty obraz. Nie potrafię stwierdzić gdzie jestem. Dostrzegam jedynie rozmazane sylwetki ludzi, stojących nade mną. Wszyscy tylko mi się przypatrują. Nikt się nie odzywa do czasu, aż jakiś znajomy mi głos próbuje przedrzeć się przez zgromadzenie gapiów. To dziewczyna nawołuje imię jakiegoś chłopaka. Znam to imię. Mam wrażenie, że już gdzieś je słyszałam. Jest takie melodyjne, tak cudownie brzmi, gdybym tylko mogła je złapać i zachować dla siebie. Dziewczyna ponownie zaczęła coś krzyczeć. Po co tak krzyczy? Przecież zdecydowanie lepiej jest ze sobą rozmawiać, krzyk nie jest nam do niczego potrzebny. Obraz coraz bardziej się rozmazuje, głos dziewczyny cichnie, a nade mną pojawia się coraz więcej ludzi. Czuję, że mój oddech staje się coraz cięższy, powoli zaczynam się dusić. Chcę wezwać pomoc, ale głos utkwił mi w gardle. Nie daję już rady, próbuję zaczerpnąć powietrza, ale ktoś zasłania mi do niego dostęp. Niespodziewanie zrywa się silny wiatr. Ludzie powoli rozpływają się w nim, a ich szczątki lecą w stronę jakiegoś ciemnego tunelu. Wreszcie jestem sama i znów potrafię oddychać. Wstaję z lodowatej podłogi. Teraz dopiero dostrzegam, że na końcu ponurego tunelu, znajduje się jakieś światełko. Postanawiam, że tam pójdę, a moje nogi same prowadzą mnie w tamtą stronę. Im bliżej jestem światła, tym lepiej się czuję. W zasadzie to... nic nie czuję. Muszę zasłonić oczy, bo światło jest za jasne. Wychodzę z tunelu. Przede mną rozciąga się piękny krajobraz. Wszędzie rośnie trawa, jeszcze delikatnie sproszona rosą, wszelkiego rodzaju kwiaty i drzewa. Sarenki skaczą wesoło wraz z króliczkami po łące, rozsiewając wszędzie nasiona dmuchawców. Słyszę piękny śpiew ptaków, któremu ktoś wspaniale przygrywa na flecie. Kto tak przepięknie gra? Powoli zmierzam w kierunku radosnej melodii. Dźwięk jest coraz głośniejszy. W oddali zauważam jakąś postać. Chcę do niej podbiec, ale nie potrafię oderwać stóp od ziemi. Szarpanie w niczym mi nie pomaga, dlatego postanawiam się poddać. Wsłuchując się w wspólną pieśń ptaków i grajka, zauważam pięknego barwnego motyla. Wyciągam niepewnie dłoń w jego stronę. Chyba się mnie nie boi, skoro do mnie leci. Kiedy tylko usiadł na mojej otartej dłoni, wszystko w mgnieniu oka zniknęło. Jestem teraz w pustce. Widzę dookoła tylko biel. Początkowo niczego nie usłyszałam, ale teraz wydaje mi się, że skądś rozchodzi się spokojna melodia. Tak, jestem prawie pewna, często słyszę ją w telewizji. Leci podczas reklamy jednej z marek samochodów. To jest ,, The blue Danube" Straussa. Nie umiem się powstrzymać, więc zaczynam głośno się śmiać i poruszać w rytm muzyki. Po chwili zauważam, że wokół mnie tańczą jacyś chłopcy. Wszyscy wyglądają identycznie, jakby zostali wyciągnięci z maszyny do klonowania. Mają blond włosy, taki sam strój i są jednakowego wzrostu, jednak coś mi w nich nie pasuje, lecz nie potrafię stwierdzić co. Nagle obok nich pojawiły się jakieś dziewczyny, one również są do siebie podobne. Każda z nich ma ciemne, długie, falowane włosy oraz wspaniałą fioletową suknię z falbanami, ciągnącą się aż do kostek. Tylko jeden chłopak został bez pary. Podszedł do mnie i wyciągnął swoją dłoń w moją stronę, zapraszając mnie do tańca. Ja również podałam mu dłoń i zaczęliśmy tańczyć walca. Uśmiechnęłam się do niego, chciałam spojrzeć mu w twarz, ale spostrzegłam, że jej nie ma. Przestraszona odskoczyłam do tyłu, lecz chłopak nadal podążał w moją stronę. Ktoś zaczął mnie wołać, a ja zaczęłam unosić się w powietrze niczym piórko. Znów pojawił się wiatr, lecz tym razem wiał mi prosto w twarz, tak jak gdyby specjalnie chciał dostać się do moich płuc. Mój oddech zaczyna przyśpieszać, coraz ciężej jest mi go złapać. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam, znalazłam się w środku czegoś co przypominało tornado. Muzyka gra coraz szybciej. W kłębach dymu, który mnie otacza ponownie widzę tłum ludzi zebranych nade mną, dziewczynę, krzyczącą bez potrzeby, tunel, grajka, motyla i w końcu blondyna bez twarzy. Chwila... Tym razem pojawiła mu się twarz, znam go, ale dlaczego zaczyna na mnie wrzeszczeć? Nie potrafię zrozumieć co do mnie mówi. Czuję jak głowa mocno mi pulsuje, zaraz nie wytrzymam. Zatykam uszy rękoma i zaczynam krzyczeć na cały głos, aby zagłuszyć cały ten harmider.
- AAAAAAAAAAAAAA!- Gdzie ja jestem? Rozglądam się po jasnym, sterylnym pomieszczeniu, w którym aktualnie się znajduję. Obok mojego łóżka stoi kardiogram, a na twarzy mam dziwną maskę, z której wylatuje powietrze, prosto do mojego nosa. Zrywam ją jednym ruchem. Przez białe drzwi wbiegła przestraszona pielęgniarka.
- Mogę w czymś pomóc?- spojrzała na mnie z zatroskaną miną.
- Gdzie ja jestem? Co się stało?- dopiero teraz poczułam okropny ból głowy, podniosłam rękę, by dotknąć obolałe miejsce, ale zamiast włosów wyczułam bandaż, cały mokry od mojego potu.- Co mi się stało?- musiałam wyglądać na bardzo przerażoną, bo miła pani złapała mnie za ramię.
- Spokojnie, zaraz zawołam lekarza. On ci wszystko wyjaśni- pielęgniarka wyszła z sali, a po paru sekundach w drzwiach pojawili się moi rodzice razem z jakimś panem ubranym na biało.
- Susiu skarbie- tylko moja mama tak mnie nazywała. Nigdy nie lubiłam jak tak do mnie mówiła, ale teraz cieszyłam się, że widzę wreszcie jakieś znajome twarze.- Tak się o ciebie martwiliśmy- mama przytuliła mnie z całych sił.
- Cześć Sucrette. Pewnie zastanawiasz się kim jestem. Otóż nazywam się Tom Christensen, jestem twoim lekarzem prowadzącym. Znajdujesz się w szpitalu św. Walentego, niedaleko twojej szkoły w każdym bądź razie. W wyniku wcześniejszego urazu, w twojej głowie pojawił się krwiak. Twoi koledzy znaleźli cię nieprzytomną na korytarzu, ktoś wezwał karetkę. Powinnaś szczególnie podziękować jednemu z twoich kolegów, ponieważ bardzo sprawnie przeprowadził reanimację.
- Reanimację?- byłam coraz bardziej przerażona, a na dodatek jestem strasznie zadyszana, może to przez to, że ściągnęłam maskę z tlenem.
- Tak. Prawdopodobnie przeszłaś śmierć kliniczną. Pamiętasz coś szczególnego od momentu utracenia przytomności?
- Nie, niestety widzę tylko pustkę- zmrużyłam oczy, by spróbować sobie coś przypomnieć,ale nie przyniosło to pożądanego rezultatu.- A ten krwiak?
- Usunęliśmy go chirurgicznie. Teraz jest już wszystko w porządku.
- Czyli mogę wrócić do domu?
- Przykro mi, ale musimy cię tu jeszcze trochę potrzymać na obserwacji. Jutro przyślę do ciebie psychologa, a teraz wypoczywaj. Do zobaczenia- lekarz wyszedł z sali, a rodzice siedzieli ze mną jeszcze chwilę, aż do momentu gdy zmęczona w końcu zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Do sali wszedł jakiś lekarz, jak na moje oko, miał coś koło dwudziestki.
- Cześć- przystojny lekarz uśmiechnął się do mnie i spoczął na krześle.- Simon- wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Sucrette- uścisnęłam jego dłoń, a przynajmniej się starałam, bo ostatnio nie czuję w sobie zbyt dużo sił.
- Jestem twoim psychologiem, masz mnie do dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ostatnie kilka dni były dla ciebie szczególnie trudne, dlatego ja będę starał się ci pomóc uporządkować myśli. Przede wszystkim zadam ci standardowe pytanie. Jak się czujesz?- nie dość, że jest przystojny, ma czarujący głos, to mam go cały czas do dyspozycji. To się nazywa raj.
- Strasznie boli mnie głowa- nie wiem dlaczego, ale zawsze kiedy pomyślę o mojej głowie, podnoszę rękę, by jej dotknąć.
- To normalne, że boli cię głowa, lecz chodziło mi bardziej o podłoże psychiczne, a nie fizyczne.
- Przykro mi, ale pamiętam tylko pojedyncze przebłyski, nic więcej- domyślam się, że są ciekawi co się wtedy działo w mojej głowie, sama też bym się chętnie dowiedziała, ale niestety nie potrafię sobie przypomnieć.
- Mhm- Simon otworzył jakiś notatnik i zaczął coś pisać.- Dobrze, a potrafisz dostrzec w tych przebłyskach jakiś przedmiot, czynność, może jakąś konkretną osobę?
- Krzyk- nie wiem w sumie dlaczego, ale to słowo samo nasunęło mi się na myśl.
- W porządku, a czy potrafiłabyś to bardziej sprecyzować?- młody lekarz cały czas coś zapisywał.
- Mam po prostu wrażenie jakby ktoś cały czas na mnie krzyczał- Simon przypatrywał mi się uważnie.
- Kto?
- Nie wiem. Nie jestem pewna, ale ten głos chyba należy do mężczyzny.
- Okey, to już jakiś trop. Chcesz dodać coś jeszcze?- Sim zamknął notatnik, więc wnioskuję, że na dziś wizyta już się skończyła.
- Nie, to wszystko- pożegnaliśmy się i znów zostałam sama. Jednak nie na długo. Mama przyszła w porze lunchu, przyniosła mi owoce, ale nie mogę się jeszcze odżywiać sama. Jestem skazana na płyn z kroplówki. Godzinę po zakończonej wizycie mojej mamy, odwiedziła mnie Rozalia.
- Cześć Su- jej głos wydawał mi się bardziej znajomy niż zwykle.- Alexy chodź tu szybciej!- gwałtownie podniosłam się na łóżku, serce zaczęło mi szybciej walić, oddech przyśpieszył. Obraz Rozy mi się rozmazał, przed oczami miałam szkolny korytarz i głos dziewczyny,, Nataniel chodź tu szybciej. Dzwoń w tej chwili na pogotowie''. To Rozalia, to ona krzyczała w mojej wizji po wypadku, to ją widziałam pośród tłumu ludzi.
- Su, Su co ci jest?- Rozalia przerażona zaczęła mną lekko trząść.
- To ty- przyglądałam się jej jak jakiejś cudownej abstrakcyjnej postaci.- Ty krzyczałaś. Już wiem dlaczego- Roza i Alexy patrzeli na mnie mocno przerażeni.- Pamiętam- zaczęłam się śmiać jak psychopatka- przypomniałam sobie- objęłam ich radośnie, nadal się śmiejąc. Alexy zaczął wołać o jakąś pomoc. Od razu w drzwiach pojawiła się pielęgniarka, a za nią lekarz, który wyprosił moich przyjaciół z sali.
- Zawołajcie Simona- zaczęłam krzyczeć, zapewne gdyby nie to, że byłam osłabiona to zaczęłabym skakać z radości. Mój psycholog pojawił się w ułamku sekundy, otworzył swój notes i dał mi znak bym mówiła.
- Pamiętam, że gdy straciłam świadomość, widziałam dość niewyraźnie, ale jednak, wszystko to, co działo się do momentu, gdy stanęło mi serce- Simon był wyraźnie zadowolony, praktycznie nie odrywał wzroku od kartki, na której notował.- Na początku pojawił się tłum ludzi, później moja przyjaciółka zaczęła kogoś wołać, wtedy nie wiedziałam, że to była ona, dopiero teraz, gdy tu przyszła...- czułam, że w moich oczach pojawiły się ogniki szczęścia i , że cała się rozpromieniam.
- Co było dalej?
- Krzyk, wtedy zastanawiałam się po co krzyczy, ale teraz wiem. Ona wołała o pomoc. Ludzie zaczęli się zbierać wokół mnie i wtedy... chyba właśnie wtedy przestałam oddychać.
- Ło- po chwili milczenia Simon ciężko westchnął.- Nikt jeszcze tak szybko nie przypomniał sobie tylu szczegółów. Najwyraźniej byłaś wtedy półprzytomna. Pamiętasz co było potem?- pokręciłam przecząco głową.- No cóż i tak już mamy bardzo wiele. To do następnego- gdy tylko opuścił salę, wkroczyła Roza z Alexem. Opowiedziałam im o wszystkim, to ich przynajmniej trochę uspokoiło. Oni też opowiedzieli mi co nieco o moim wypadku. Kiedy zapytałam ich o to kto mnie reanimował, nagle zamilkli.
- Skąd o tym wiesz?- Alexy spojrzał na mnie zdziwiony.
- Od lekarza- nie rozumiem co go tak zdziwiło.
- To Ken ciebie reanimował. Wiesz jak był w szkole wojskowej to dużo się nauczył. On pierwszy rzucił się tobie na pomoc.
- Możecie go tu ze sobą jutro przyprowadzić? Chciałabym mu podziękować- uśmiechnęłam się do nich na znak podziękowania.
- Jasne- Alexy odpowiedział mi również uśmiechem.
- Masz jeszcze jakieś specjalne życzenia co do osób, które mamy ze sobą przyprowadzić?- Roza uśmiechnęła się do mnie z przekąsem.
- Zrób jak uważasz- nie byłam co do tego specjalnie przekonana. Nie z wszystkimi chciałabym się zobaczyć, ale wierzę, że Rozalia zaprosi odpowiednich ludzi.- A teraz jeśli pozwolicie trochę się zdrzemnę.
- Spoko, to my nie przeszkadzamy- Alexy i Rozalia opuścili pokój, a ja oddałam się w objęcia Morfeusza. Znów miałam wizję, że leżę nieprzytomna na korytarzu w szkole. Cały czas się dusiłam, to był prawdziwy koszmar. Kiedy się przebudziłam było coś koło północy. Leżałam bezczynnie na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Stwierdziłam, że nie czuję się już zmęczona, toteż na pewno nie zasnę. Zaświecając małą lampkę na stoliku, zauważyłam, że obok niej stoi wazon pełen polnych kwiatów. Do jednego z nich była przyczepiona karteczka z jakąś wiadomością.
Przepraszam za wszystko
N.
Tylko jedno imię na ,,n" przychodziło mi do głowy. Czyżby te kwiaty były od Nataniela? Myślałam, że z naszą przyjaźnią jest już koniec, ale najwyraźniej nie wszystko zostało jeszcze stracone. Może przyjdzie dziś do mnie razem z Rozą i Alexym. Bardzo bym chciała go przeprosić za ten głupi wybryk, który był główną przyczyną naszej ostatniej kłótni. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, by poczuć zapach kwiatów. Znów pojawił mi się przed oczami jakiś zamglony obraz. Jestem na łące, słyszę ptaki i ... Flet? Obraz jest zbyt niewyraźny, nie potrafię z niego odczytać zbyt wiele. Mimo wszystko ta wizja jest zdecydowanie przyjemniejsza od poprzedniej, lecz dlaczego odnoszę takie wrażenie jakbym miała zaraz wszystko to stracić? Póki co, chcę się cieszyć tym wspaniałym uczuciem. Tylko rośliny, zwierzęta, ja i cicha spokojna muzyka. Z samego rana zamierzam opowiedzieć o tym wszystkim Simonowi. na pewno się ucieszy z kolejnych postępów.
Nie wiem nawet kiedy tak szybko minęły te godziny, ale nim się obejrzałam była szósta. O ósmej przyszedł do mnie mój lekarz prowadzący na kontrolę, godzinę później odwiedził mnie Simon, a w samo południe mój tata przywiózł mi ubrania na zmianę i ucałował od mamy, która kazała mi przekazać, że przyjdzie do mnie jutro. Kiedy zbliżało się już popołudnie przyszła Roza razem z bliźniakami, Irys, Violettą, Peggy, Kim, Lysandrem, a nawet Kastielem, no i oczywiście przyprowadziła Kena, którego mocno uściskałam i serdecznie podziękowałam mu za to co dla mnie zrobił. Jestem jego dłużniczką do końca życia. Szkoda tylko, że brakuje tu z nimi Nataniela.
- No proszę, proszę- Kastiel nachylił się nad kwiatami, stojącymi na moim stoliczku.- Kochaś przyniósł kwiaty na przeprosiny. Może go wreszcie ruszyło sumienie.
- Co?!- zapomniałam całkiem o tym, że wszyscy myślą, że ja i Nat jesteśmy parą.- To nie jest mój kochaś.
- Już zerwaliście?- czuję, że Kastiel specjalnie robi mi na złość.
- Tak się składa, że nigdy nie byliśmy razem- wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Wyjaśniłam im całą sprawę od początku do końca. Tak należało postąpić już tego feralnego dnia w szkole. Gdy skończyłam tłumaczyć tę nieprzyjemną sytuację, wszyscy siedzieli ze spuszczonymi głowami. Nikt się nie odezwał oprócz Violetty.
- Nie obraź się Su- podeszła bliżej i złapała mnie za rękę.- My myśleliśmy, że Nataniel cię uderzył- nie wiedziałam czy mam się zacząć śmiać czy płakać.
- Skąd wam przyszło takie coś do głowy?- spojrzałam na nich z frustracją na twarzy.
- Ten dupek tak na ciebie darł mordę, że nie dało się nie usłyszeć waszej kłótni- teraz Kastiel przejął pałeczkę.- Wybiegłaś cała zapłakana, a gdy nagle zemdlałaś zauważyliśmy, że masz dość sporego guza na głowie. Od razu ktoś poleciał na skargę do dyry, no i...
- No i co?- przez te nerwy znacznie podniosłam ton głosu. Jak oni mogli pomyśleć, że Nataniel mnie uderzył?
- Jajco- Kastowi nie spodobał się mój podniesiony na niego ton głosu.- Został zawieszony, ale i tak miał gnojek szczęście, bo prawie go wyrzucili z tej budy.
- Ja chyba śnię- zaczęłam kręcić głową z niedowierzaniem.- Jak mogliście?!- zaczęłam na nich wrzeszczeć.- I to wy uważacie się za jego przyjaciół? Biedak, przecież jego tata na pewno się o tym dowiedział i to przez was. Wynoście się stąd! Wszyscy. Nie chcę was znać- moi dawni przyjaciele opuścili salę, a ja zaczęłam gorączkowo szukać swojego telefonu. Na szczęście ktoś pomyślał, żeby położyć go na stoliczku obok. Szybko wyszukałam numer Nata i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po czwartym sygnale ktoś wreszcie odebrał.
- Nataniel z tej strony, słucham?- żyje. Na całe szczęście żyje, czyli jego tata nie pobił go na śmierć.
- Tak się cieszę, że cię słyszę- zapomniałam przez to wszystko się przedstawić, ale Nat poznał mój głos.
- Su? Też się cieszę, że mogę cię usłyszeć- nie potrafię stwierdzić czy naprawdę się cieszy, czy tylko udaje.- Co u ciebie?
- Nie najlepiej. Mógłbyś do mnie przyjechać?- miałam ogromną nadzieję, że się zgodzi.
- No nie wiem- Nataniel wyraźnie się zastanawiał, ale chyba w końcu przekonała go myśl, iż znajduję się w szpitalu.- Mogę być za pół godziny.
- Idealnie- rozłączyłam się i z tej radości prawie wyskoczyłam z łóżka. Nataniel pojawił się punktualnie. Cała radość ze mnie zeszła, gdy go zobaczyłam. Nasze ostatnie spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych, zresztą to on zaproponował, aby ograniczyć nasz kontakt. Patrzyłam na niego spod spuszczonej głowy.
- Cz-Cześć- Nat też poczuł się trochę niezręcznie. - Jak się czujesz?
- Hej- próbowałam się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze.- Usiądź- posunęłam się trochę w bok, robiąc mu miejsce na łóżku. Nataniel trochę się wahał, ale w końcu postanowił skorzystać z mojego zaproszenia. Nie wiedziałam od czego mam zacząć. Byłam jednocześnie zła i smutna, gdy tylko przypomniałam sobie naszą kłótnię, z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Przytuliłam się do Nataniela i w kółko powtarzałam jedno słowo. ,,Przepraszam".
- Ciii- mój jedyny przyjaciel gładził mnie po włosach, próbując jakoś uspokoić.- Już od dawna się na ciebie nie gniewam. Napędziłaś nam wszystkim stracha- trochę uspokoiły mnie jego słowa, uwolniłam się na chwilę z jego objęć tak, by widzieć jego twarz. Spojrzałam prosto w jego oczy, nagle całe pomieszczenie zaczęło wirować. Wszystko wokół mnie było rozmazane, tylko Nataniela widziałam wyraźnie. Nie siedzieliśmy już na łóżku w szpitalu. Otaczała nas wyłącznie biel, a my... Tańczyliśmy? Wirowaliśmy na parkiecie w rytm jakiejś dziwnej melodii, gdy nagle *trach* czas się zatrzymał. Dosłownie po sekundzie czas znów ruszył, ale do tyłu. Cofnęłam się do momentu, w którym Nat zaprosił mnie do tańca, później cofaliśmy się jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. Znów byłam na łące, później w jakimś tunelu, na korytarzu, w pokoju gospodarzy, klasie i... Amber, która popycha mnie mocno na szafki, rechocząc pod nosem zadowolona z siebie. Znów czuję jak uderzam głową o szafkę, masuję ręką miejsce, które mnie boli, zamykam oczy, a gdy je otwieram widzę przed sobą Nataniela, który siedzi na krześle.
- Cześć. Kiedy przyszedłem to spałaś, więc nie chciałem cię budzić- czyli to wszystko to był sen. Tylko sen.
- AAAAAAAAAAAAAA!- Gdzie ja jestem? Rozglądam się po jasnym, sterylnym pomieszczeniu, w którym aktualnie się znajduję. Obok mojego łóżka stoi kardiogram, a na twarzy mam dziwną maskę, z której wylatuje powietrze, prosto do mojego nosa. Zrywam ją jednym ruchem. Przez białe drzwi wbiegła przestraszona pielęgniarka.
- Mogę w czymś pomóc?- spojrzała na mnie z zatroskaną miną.
- Gdzie ja jestem? Co się stało?- dopiero teraz poczułam okropny ból głowy, podniosłam rękę, by dotknąć obolałe miejsce, ale zamiast włosów wyczułam bandaż, cały mokry od mojego potu.- Co mi się stało?- musiałam wyglądać na bardzo przerażoną, bo miła pani złapała mnie za ramię.
- Spokojnie, zaraz zawołam lekarza. On ci wszystko wyjaśni- pielęgniarka wyszła z sali, a po paru sekundach w drzwiach pojawili się moi rodzice razem z jakimś panem ubranym na biało.
- Susiu skarbie- tylko moja mama tak mnie nazywała. Nigdy nie lubiłam jak tak do mnie mówiła, ale teraz cieszyłam się, że widzę wreszcie jakieś znajome twarze.- Tak się o ciebie martwiliśmy- mama przytuliła mnie z całych sił.
- Cześć Sucrette. Pewnie zastanawiasz się kim jestem. Otóż nazywam się Tom Christensen, jestem twoim lekarzem prowadzącym. Znajdujesz się w szpitalu św. Walentego, niedaleko twojej szkoły w każdym bądź razie. W wyniku wcześniejszego urazu, w twojej głowie pojawił się krwiak. Twoi koledzy znaleźli cię nieprzytomną na korytarzu, ktoś wezwał karetkę. Powinnaś szczególnie podziękować jednemu z twoich kolegów, ponieważ bardzo sprawnie przeprowadził reanimację.
- Reanimację?- byłam coraz bardziej przerażona, a na dodatek jestem strasznie zadyszana, może to przez to, że ściągnęłam maskę z tlenem.
- Tak. Prawdopodobnie przeszłaś śmierć kliniczną. Pamiętasz coś szczególnego od momentu utracenia przytomności?
- Nie, niestety widzę tylko pustkę- zmrużyłam oczy, by spróbować sobie coś przypomnieć,ale nie przyniosło to pożądanego rezultatu.- A ten krwiak?
- Usunęliśmy go chirurgicznie. Teraz jest już wszystko w porządku.
- Czyli mogę wrócić do domu?
- Przykro mi, ale musimy cię tu jeszcze trochę potrzymać na obserwacji. Jutro przyślę do ciebie psychologa, a teraz wypoczywaj. Do zobaczenia- lekarz wyszedł z sali, a rodzice siedzieli ze mną jeszcze chwilę, aż do momentu gdy zmęczona w końcu zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Do sali wszedł jakiś lekarz, jak na moje oko, miał coś koło dwudziestki.
- Cześć- przystojny lekarz uśmiechnął się do mnie i spoczął na krześle.- Simon- wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Sucrette- uścisnęłam jego dłoń, a przynajmniej się starałam, bo ostatnio nie czuję w sobie zbyt dużo sił.
- Jestem twoim psychologiem, masz mnie do dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ostatnie kilka dni były dla ciebie szczególnie trudne, dlatego ja będę starał się ci pomóc uporządkować myśli. Przede wszystkim zadam ci standardowe pytanie. Jak się czujesz?- nie dość, że jest przystojny, ma czarujący głos, to mam go cały czas do dyspozycji. To się nazywa raj.
- Strasznie boli mnie głowa- nie wiem dlaczego, ale zawsze kiedy pomyślę o mojej głowie, podnoszę rękę, by jej dotknąć.
- To normalne, że boli cię głowa, lecz chodziło mi bardziej o podłoże psychiczne, a nie fizyczne.
- Przykro mi, ale pamiętam tylko pojedyncze przebłyski, nic więcej- domyślam się, że są ciekawi co się wtedy działo w mojej głowie, sama też bym się chętnie dowiedziała, ale niestety nie potrafię sobie przypomnieć.
- Mhm- Simon otworzył jakiś notatnik i zaczął coś pisać.- Dobrze, a potrafisz dostrzec w tych przebłyskach jakiś przedmiot, czynność, może jakąś konkretną osobę?
- Krzyk- nie wiem w sumie dlaczego, ale to słowo samo nasunęło mi się na myśl.
- W porządku, a czy potrafiłabyś to bardziej sprecyzować?- młody lekarz cały czas coś zapisywał.
- Mam po prostu wrażenie jakby ktoś cały czas na mnie krzyczał- Simon przypatrywał mi się uważnie.
- Kto?
- Nie wiem. Nie jestem pewna, ale ten głos chyba należy do mężczyzny.
- Okey, to już jakiś trop. Chcesz dodać coś jeszcze?- Sim zamknął notatnik, więc wnioskuję, że na dziś wizyta już się skończyła.
- Nie, to wszystko- pożegnaliśmy się i znów zostałam sama. Jednak nie na długo. Mama przyszła w porze lunchu, przyniosła mi owoce, ale nie mogę się jeszcze odżywiać sama. Jestem skazana na płyn z kroplówki. Godzinę po zakończonej wizycie mojej mamy, odwiedziła mnie Rozalia.
- Cześć Su- jej głos wydawał mi się bardziej znajomy niż zwykle.- Alexy chodź tu szybciej!- gwałtownie podniosłam się na łóżku, serce zaczęło mi szybciej walić, oddech przyśpieszył. Obraz Rozy mi się rozmazał, przed oczami miałam szkolny korytarz i głos dziewczyny,, Nataniel chodź tu szybciej. Dzwoń w tej chwili na pogotowie''. To Rozalia, to ona krzyczała w mojej wizji po wypadku, to ją widziałam pośród tłumu ludzi.
- Su, Su co ci jest?- Rozalia przerażona zaczęła mną lekko trząść.
- To ty- przyglądałam się jej jak jakiejś cudownej abstrakcyjnej postaci.- Ty krzyczałaś. Już wiem dlaczego- Roza i Alexy patrzeli na mnie mocno przerażeni.- Pamiętam- zaczęłam się śmiać jak psychopatka- przypomniałam sobie- objęłam ich radośnie, nadal się śmiejąc. Alexy zaczął wołać o jakąś pomoc. Od razu w drzwiach pojawiła się pielęgniarka, a za nią lekarz, który wyprosił moich przyjaciół z sali.
- Zawołajcie Simona- zaczęłam krzyczeć, zapewne gdyby nie to, że byłam osłabiona to zaczęłabym skakać z radości. Mój psycholog pojawił się w ułamku sekundy, otworzył swój notes i dał mi znak bym mówiła.
- Pamiętam, że gdy straciłam świadomość, widziałam dość niewyraźnie, ale jednak, wszystko to, co działo się do momentu, gdy stanęło mi serce- Simon był wyraźnie zadowolony, praktycznie nie odrywał wzroku od kartki, na której notował.- Na początku pojawił się tłum ludzi, później moja przyjaciółka zaczęła kogoś wołać, wtedy nie wiedziałam, że to była ona, dopiero teraz, gdy tu przyszła...- czułam, że w moich oczach pojawiły się ogniki szczęścia i , że cała się rozpromieniam.
- Co było dalej?
- Krzyk, wtedy zastanawiałam się po co krzyczy, ale teraz wiem. Ona wołała o pomoc. Ludzie zaczęli się zbierać wokół mnie i wtedy... chyba właśnie wtedy przestałam oddychać.
- Ło- po chwili milczenia Simon ciężko westchnął.- Nikt jeszcze tak szybko nie przypomniał sobie tylu szczegółów. Najwyraźniej byłaś wtedy półprzytomna. Pamiętasz co było potem?- pokręciłam przecząco głową.- No cóż i tak już mamy bardzo wiele. To do następnego- gdy tylko opuścił salę, wkroczyła Roza z Alexem. Opowiedziałam im o wszystkim, to ich przynajmniej trochę uspokoiło. Oni też opowiedzieli mi co nieco o moim wypadku. Kiedy zapytałam ich o to kto mnie reanimował, nagle zamilkli.
- Skąd o tym wiesz?- Alexy spojrzał na mnie zdziwiony.
- Od lekarza- nie rozumiem co go tak zdziwiło.
- To Ken ciebie reanimował. Wiesz jak był w szkole wojskowej to dużo się nauczył. On pierwszy rzucił się tobie na pomoc.
- Możecie go tu ze sobą jutro przyprowadzić? Chciałabym mu podziękować- uśmiechnęłam się do nich na znak podziękowania.
- Jasne- Alexy odpowiedział mi również uśmiechem.
- Masz jeszcze jakieś specjalne życzenia co do osób, które mamy ze sobą przyprowadzić?- Roza uśmiechnęła się do mnie z przekąsem.
- Zrób jak uważasz- nie byłam co do tego specjalnie przekonana. Nie z wszystkimi chciałabym się zobaczyć, ale wierzę, że Rozalia zaprosi odpowiednich ludzi.- A teraz jeśli pozwolicie trochę się zdrzemnę.
- Spoko, to my nie przeszkadzamy- Alexy i Rozalia opuścili pokój, a ja oddałam się w objęcia Morfeusza. Znów miałam wizję, że leżę nieprzytomna na korytarzu w szkole. Cały czas się dusiłam, to był prawdziwy koszmar. Kiedy się przebudziłam było coś koło północy. Leżałam bezczynnie na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Stwierdziłam, że nie czuję się już zmęczona, toteż na pewno nie zasnę. Zaświecając małą lampkę na stoliku, zauważyłam, że obok niej stoi wazon pełen polnych kwiatów. Do jednego z nich była przyczepiona karteczka z jakąś wiadomością.
Przepraszam za wszystko
N.
Tylko jedno imię na ,,n" przychodziło mi do głowy. Czyżby te kwiaty były od Nataniela? Myślałam, że z naszą przyjaźnią jest już koniec, ale najwyraźniej nie wszystko zostało jeszcze stracone. Może przyjdzie dziś do mnie razem z Rozą i Alexym. Bardzo bym chciała go przeprosić za ten głupi wybryk, który był główną przyczyną naszej ostatniej kłótni. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, by poczuć zapach kwiatów. Znów pojawił mi się przed oczami jakiś zamglony obraz. Jestem na łące, słyszę ptaki i ... Flet? Obraz jest zbyt niewyraźny, nie potrafię z niego odczytać zbyt wiele. Mimo wszystko ta wizja jest zdecydowanie przyjemniejsza od poprzedniej, lecz dlaczego odnoszę takie wrażenie jakbym miała zaraz wszystko to stracić? Póki co, chcę się cieszyć tym wspaniałym uczuciem. Tylko rośliny, zwierzęta, ja i cicha spokojna muzyka. Z samego rana zamierzam opowiedzieć o tym wszystkim Simonowi. na pewno się ucieszy z kolejnych postępów.
Nie wiem nawet kiedy tak szybko minęły te godziny, ale nim się obejrzałam była szósta. O ósmej przyszedł do mnie mój lekarz prowadzący na kontrolę, godzinę później odwiedził mnie Simon, a w samo południe mój tata przywiózł mi ubrania na zmianę i ucałował od mamy, która kazała mi przekazać, że przyjdzie do mnie jutro. Kiedy zbliżało się już popołudnie przyszła Roza razem z bliźniakami, Irys, Violettą, Peggy, Kim, Lysandrem, a nawet Kastielem, no i oczywiście przyprowadziła Kena, którego mocno uściskałam i serdecznie podziękowałam mu za to co dla mnie zrobił. Jestem jego dłużniczką do końca życia. Szkoda tylko, że brakuje tu z nimi Nataniela.
- No proszę, proszę- Kastiel nachylił się nad kwiatami, stojącymi na moim stoliczku.- Kochaś przyniósł kwiaty na przeprosiny. Może go wreszcie ruszyło sumienie.
- Co?!- zapomniałam całkiem o tym, że wszyscy myślą, że ja i Nat jesteśmy parą.- To nie jest mój kochaś.
- Już zerwaliście?- czuję, że Kastiel specjalnie robi mi na złość.
- Tak się składa, że nigdy nie byliśmy razem- wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Wyjaśniłam im całą sprawę od początku do końca. Tak należało postąpić już tego feralnego dnia w szkole. Gdy skończyłam tłumaczyć tę nieprzyjemną sytuację, wszyscy siedzieli ze spuszczonymi głowami. Nikt się nie odezwał oprócz Violetty.
- Nie obraź się Su- podeszła bliżej i złapała mnie za rękę.- My myśleliśmy, że Nataniel cię uderzył- nie wiedziałam czy mam się zacząć śmiać czy płakać.
- Skąd wam przyszło takie coś do głowy?- spojrzałam na nich z frustracją na twarzy.
- Ten dupek tak na ciebie darł mordę, że nie dało się nie usłyszeć waszej kłótni- teraz Kastiel przejął pałeczkę.- Wybiegłaś cała zapłakana, a gdy nagle zemdlałaś zauważyliśmy, że masz dość sporego guza na głowie. Od razu ktoś poleciał na skargę do dyry, no i...
- No i co?- przez te nerwy znacznie podniosłam ton głosu. Jak oni mogli pomyśleć, że Nataniel mnie uderzył?
- Jajco- Kastowi nie spodobał się mój podniesiony na niego ton głosu.- Został zawieszony, ale i tak miał gnojek szczęście, bo prawie go wyrzucili z tej budy.
- Ja chyba śnię- zaczęłam kręcić głową z niedowierzaniem.- Jak mogliście?!- zaczęłam na nich wrzeszczeć.- I to wy uważacie się za jego przyjaciół? Biedak, przecież jego tata na pewno się o tym dowiedział i to przez was. Wynoście się stąd! Wszyscy. Nie chcę was znać- moi dawni przyjaciele opuścili salę, a ja zaczęłam gorączkowo szukać swojego telefonu. Na szczęście ktoś pomyślał, żeby położyć go na stoliczku obok. Szybko wyszukałam numer Nata i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po czwartym sygnale ktoś wreszcie odebrał.
- Nataniel z tej strony, słucham?- żyje. Na całe szczęście żyje, czyli jego tata nie pobił go na śmierć.
- Tak się cieszę, że cię słyszę- zapomniałam przez to wszystko się przedstawić, ale Nat poznał mój głos.
- Su? Też się cieszę, że mogę cię usłyszeć- nie potrafię stwierdzić czy naprawdę się cieszy, czy tylko udaje.- Co u ciebie?
- Nie najlepiej. Mógłbyś do mnie przyjechać?- miałam ogromną nadzieję, że się zgodzi.
- No nie wiem- Nataniel wyraźnie się zastanawiał, ale chyba w końcu przekonała go myśl, iż znajduję się w szpitalu.- Mogę być za pół godziny.
- Idealnie- rozłączyłam się i z tej radości prawie wyskoczyłam z łóżka. Nataniel pojawił się punktualnie. Cała radość ze mnie zeszła, gdy go zobaczyłam. Nasze ostatnie spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych, zresztą to on zaproponował, aby ograniczyć nasz kontakt. Patrzyłam na niego spod spuszczonej głowy.
- Cz-Cześć- Nat też poczuł się trochę niezręcznie. - Jak się czujesz?
- Hej- próbowałam się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze.- Usiądź- posunęłam się trochę w bok, robiąc mu miejsce na łóżku. Nataniel trochę się wahał, ale w końcu postanowił skorzystać z mojego zaproszenia. Nie wiedziałam od czego mam zacząć. Byłam jednocześnie zła i smutna, gdy tylko przypomniałam sobie naszą kłótnię, z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Przytuliłam się do Nataniela i w kółko powtarzałam jedno słowo. ,,Przepraszam".
- Ciii- mój jedyny przyjaciel gładził mnie po włosach, próbując jakoś uspokoić.- Już od dawna się na ciebie nie gniewam. Napędziłaś nam wszystkim stracha- trochę uspokoiły mnie jego słowa, uwolniłam się na chwilę z jego objęć tak, by widzieć jego twarz. Spojrzałam prosto w jego oczy, nagle całe pomieszczenie zaczęło wirować. Wszystko wokół mnie było rozmazane, tylko Nataniela widziałam wyraźnie. Nie siedzieliśmy już na łóżku w szpitalu. Otaczała nas wyłącznie biel, a my... Tańczyliśmy? Wirowaliśmy na parkiecie w rytm jakiejś dziwnej melodii, gdy nagle *trach* czas się zatrzymał. Dosłownie po sekundzie czas znów ruszył, ale do tyłu. Cofnęłam się do momentu, w którym Nat zaprosił mnie do tańca, później cofaliśmy się jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. Znów byłam na łące, później w jakimś tunelu, na korytarzu, w pokoju gospodarzy, klasie i... Amber, która popycha mnie mocno na szafki, rechocząc pod nosem zadowolona z siebie. Znów czuję jak uderzam głową o szafkę, masuję ręką miejsce, które mnie boli, zamykam oczy, a gdy je otwieram widzę przed sobą Nataniela, który siedzi na krześle.
- Cześć. Kiedy przyszedłem to spałaś, więc nie chciałem cię budzić- czyli to wszystko to był sen. Tylko sen.
niedziela, 5 lipca 2015
Rozdział 2 ,, Niezręczna chwila"
Na początek chciałam Wam powiedzieć, że jest mi niezmiernie miło jak mnie przyjęliście. Każdy Wasz komentarz niezwykle mnie motywuje do wymyślania dalszej historii. Zapraszam Was do przeczytania krótkiego rozdziału drugiego, który można powiedzieć jest ważnym wprowadzeniem do tego co będzie się działo w rozdziale trzecim. Miłego czytania ;)
- Auć!
- Po co go sprowokowałeś?- przykładam kolejną porcję lodu do oka Nataniela. Po tym jak się rzucił na pijanego Kastiela, została mu pamiątka w postaci rozległej, fioletowej śliwy pod lewym okiem.
Nat nic nie odpowiedział i zrobił obrażoną minę. Nie potrafię zliczyć ile razy próbowałam ich już ze sobą pogodzić, ale za każdym razem efekt jest ten sam. Na domiar złego Kastiel usłyszał naszą dwuznaczną rozmowę . Teraz na pewno wszystkim rozpowie, że Nataniel i ja jesteśmy parą, a to oczywiście nie ma nic wspólnego z prawdą. Już widzę tę rozwścieczoną minę Amber na tę wieść , ale swoją drogą to miło będzie zobaczyć jak nadyma tę swoją krzywą mordkę.
- Przepraszam- Nataniel odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie przepraszająco.- Zachowałem się jak dziecko- patrzył w moje oczy przez dłuższą chwilę. Chciał chyba coś dodać, ale zrezygnował i zamiast tego spuścił głowę.- Lepiej wyciągnij już zeszyt z matematyki i tak już za długo musiałaś się mną zajmować.
Gdy już wszystko posłusznie przygotowałam, rozsiadłam się na wygodnym skórzanym fotelu przy biurku Nataniela. Mój nowy nauczyciel przysiadł się do mnie i zaczął mi na przemian dyktować i tłumaczyć. Nie umiałam się skupić na ani jednym słowie, bo ciągle myślałam o tej nowej uczennicy. Najbardziej martwię się o to, że spodoba się Natanielowi. Pewnie nie będzie miał już wtedy dla mnie czasu, przecież jestem tylko jego przyjaciółką. A przecież prędzej czy później zacznie szukać dziewczyny. Eh... Dlaczego tak właściwie cały czas nad tym rozmyślam?
- Yyy... Su?- powróciłam na chwilę do rzeczywistości i zobaczyłam, że Nat dziwnie przygląda się mojej kartce. Nic dziwnego, w moim zeszycie widniał na pół strony napis Nataniel. Moje policzki w jednej chwili zalał potężny rumieniec. Ale wstyd.
- Przepraszam, zamyśliłam się- zaczęłam nerwowo zakreślać ten nieszczęsny napis długopisem. Nataniel złapał mnie za nadgarstek i odciągnął moją dłoń od kartki.
- Su, powiedz mi proszę, co cię tak martwi? Cały dzień jesteś jakaś taka nieobecna- Nat odwrócił moje krzesło tak, żebym siedziała naprzeciwko niego.
- A ty pewnie znów mnie wyśmiejesz- tym razem to ja zrobiłam obrażoną minę.
- A więc chodzi o tę dziewczynę?- spojrzał na mnie, ale ja tylko spuściłam wzrok nic nie odpowiadając.- Naprawdę się tym tak martwisz?
Podniosłam głowę i widząc jego kpiący uśmieszek, zaczęłam się zastanawiać czy mu w ogóle coś odpowiedzieć. Po dłuższej chwili zawahania zdecydowałam, że opowiem mu o wszystkich moich zmartwieniach, nawet tych dotyczących jego, może dzięki temu będzie mi lżej. Kiedy skończyłam swoją wyczerpującą wypowiedź, spojrzałam na Nataniela, oczekując na jego reakcję, ale chyba niezbyt potrafił się w tym połapać. Dość niezręczną ciszę przerwał donośny piskliwy głos:
- Cześć braciszku!- no tak, tylko jej nam tutaj brakowało.
- Witaj Amber- Nataniel wstał, by przywitać swoją ukochaną siostrę. Naprawdę nigdy nie zrozumiem ich relacji. Ta rozkapryszona dziewucha cały czas wykorzystuje miłość jej brata, dlatego każdy wybryk uchodzi jej płazem, a Natanielowi to i tak nie przeszkadza. Cały czas patrzy na nią jak na małą bezbronną siostrzyczkę. Grrr... na samą myśl o niej zaczynam się w środku gotować.
- AAAA- nie wiem dlaczego, ale gdy tylko Amber mnie ujrzała, podniosła ogromy lament.- Dlaczego wpuściłeś to coś do środka?- Nataniel spojrzał na nią karcąco.
- To coś ma imię- odpowiedziałam jej, próbując naśladować ten jej irytujący głosik.
- Wynoś się stąd- Amber podniosła dumnie głowę pewna, że jej brat ją wesprze.
- Nie, Amber- Nataniel złapał swoją siostrę za rękę i zaczął ją ciągnąć w stronę wyjścia.- To ty stąd wyjdziesz- jego postawa bardzo mnie zdziwiła, byłam pewna, że wymyśli coś, żeby jego siostrzyczka została. Nie umiałam się powstrzymać i zaczęłam się z niej śmiać.- Su, ciebie też proszę, byś już wyszła. Chcę pobyć sam- mina natychmiast mi zrzedła. Nie potrzebnie mu się zwierzałam, wiedziałam, że będzie to miało jakiś odcisk na naszej przyjaźni. Mam tylko głęboką nadzieję, iż nie oznacza to jej końca. Na razie nie pozostało mi nic innego jak wziąć rzeczy i opuścić jego mieszkanie. Pogłaskałam jeszcze na do widzenia Śnieżkę, która w podziękowaniu otarła się o moje nogi, a następnie w ułamek sekundy dała susa do sypialni swojego pana. Ruszając do wyjścia, jeszcze spojrzałam przepraszająco na Nataniela, który ewidentnie miał już dość dzisiejszego dnia. Gdy tylko Amber zauważyła mnie jak wychodzę, zaczęła się gorzko śmiać. Minęłam ją bez słowa, z wymalowaną złością i upokorzeniem na twarzy.
Następnego dnia zaspałam, przez co nie poszłam na pierwszą lekcję. Gdy wchodziłam do szkoły miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Przechodząc głównym korytarzem, widziałam jak ludzie, spoglądając na mnie, szepczą coś między sobą. Zaczęłam szukać wzrokiem Rozalii, by zapytać ją co się takiego wydarzyło, kiedy ktoś nagle zepchnął mnie na szafki. W wyniku tego upadłam i mocno uderzyłam się w głowę, odruchowo dotknęłam dłonią obolałe miejsce. Aua, na całe szczęście nie leci mi krew, za to guz będzie jak się patrzy. Siedziałam tak jeszcze chwilę, masując obolałe miejsce. Dopiero kiedy ból trochę ustąpił i byłam w stanie się podnieść, zobaczyłam nad sobą zezłoszczoną Amber.
- Jeśli myślisz, że możesz sobie tak pogrywać to się grubo mylisz. Mój brat prędzej, czy później przejrzy na oczy i z tobą zerwie- o czym ona znowu gada? Jak niby Nataniel miałby ze mną zerwać? Pewnie znów sobie coś ubzdurała albo... Ahh, już pamiętam. Kastiel musiał wszystkim rozpowiedzieć, o rozmowie, którą usłyszał poprzedniego dnia, gdy szliśmy z Natanielem do jego mieszkania, to pewnie też dlatego tyle osób wytykało mnie palcami.
- Posłuchaj Amber, kiedy ja nawet nie...
- Nic mnie to nie obchodzi. Mój brat nie jest głupi, zresztą już sobie znalazł inną- Amber odeszła do swoich koleżanek, chichocząc pod nosem. O jaką inną jej chodziło? Nie mogłam się powstrzymać, by to sprawdzić, więc ruszyłam w kierunku pokoju gospodarzy, ale na miejscu nikogo nie zastałam. Postanowiłam pójść do sali, w której mam mieć planowo lekcje, z nadzieją, że właśnie tam znajdę Nataniela. Gdy przekroczyłam próg klasy, zobaczyłam śliczną brunetkę, z długimi falowanymi włosami i pięknymi niebieskimi oczami, która siedziała odwrócona na krześle do Nataniela. Już na pierwszy rzut oka widać było, że strasznie się do niego kleiła. Postanowiłam wykorzystać, krążącą po szkole plotkę i wpadłam na genialny pomysł. Pewna siebie podeszłam do ławki nieświadomego jeszcze niczego Nata, usiadłam obok niego i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Cześć kochanie- starałam się mówić jak najsłodszym głosikiem. Nataniel spojrzał na mnie zmieszany, a dziewczyna z śliczną buźką zaczęła mnie mierzyć wzrokiem. Czyli pierwszy cel osiągnięty.
- Yyy, cześć Su- Nat zaczął przyglądać mi się badawczo.- Poznajcie się. To jest Nina- wskazał dłonią na nową uczennicę, której Bozia niestety nie poskąpiła urody, z bliska wydawała się być jeszcze ładniejsza.- A to...
- Sucrette- przerwałam mu- dziewczyna Nataniela- Nowa zrobiła duże oczy, a mój niby chłopak niespodziewanie wstał i przepraszając dziewczynę, wyprowadził mnie z sali. Ciągnął mnie aż do pokoju gospodarzy, a kiedy upewnił się, że nikt nas nie słyszy, wrzasnął:
- Można wiedzieć co ty wyprawiasz?- chciałam się wytłumaczyć, ale Nataniel kontynuował.- Zachowujesz się gorzej niż moja siostra. Co ci strzeliło do głowy? Najpierw odpływasz gdzieś cały dzień myślami, wypisujesz jakieś bzdury w swoim zeszycie, potem zgrywasz wielką zazdrośnicę, a teraz udajesz moją dziewczynę. Nie poznaję cię Su. Kiedy wczoraj byłaś o mnie zazdrosna to nawet przez chwilę mi to schlebiało, ale przypomnę ci, że ty też rozmawiasz z płcią przeciwną, jednak w przeciwieństwie do ciebie, nie udaję wtedy twojego chłopaka, a wiesz dlaczego? Bo wtedy cała szkoła będzie o tym gadać- bardzo zabolały mnie te słowa, a najbardziej zabolało mnie to, że porównał mnie do Amber.
- Już gada- to była chyba moja najgłupsza odpowiedź i jak się okazało mój największy błąd.
- Co?!- Nataniel ciągle krzyczał.
- Kastiel rozgadał co wczoraj widział i wszyscy teraz myślą, że jesteśmy parą, dlatego chciałam to wykorzystać, bo wkurzył mnie widok ciebie i tej całej Niny- Nataniel opadł bezsilnie na krzesło i schował twarz w dłoniach.
- Przepraszam, znowu mnie poniosło- wreszcie przestał krzyczeć.- Ale to nie znaczy, że nie przesadziłaś. A z Niną załatwiałem tylko formalności. Już ci tłumaczyłem, że jesteś dla mnie ważna, jednak po dzisiejszej sytuacji dobrze by było, gdybyśmy na pewien czas ograniczyli kontakt- z każdym jego słowem coraz bardziej zbierało mi się na płacz. Nie potrafiłam dłużej wytrzymać, łzy zaczęły powoli spływać po moim policzku. Czerwona z płaczu wybiegłam z pokoju gospodarzy, ostatnie co pamiętam to Nataniel, który krzyczy moje imię. Dalej jest tylko pustka i ciemność.
- Auć!
- Po co go sprowokowałeś?- przykładam kolejną porcję lodu do oka Nataniela. Po tym jak się rzucił na pijanego Kastiela, została mu pamiątka w postaci rozległej, fioletowej śliwy pod lewym okiem.
Nat nic nie odpowiedział i zrobił obrażoną minę. Nie potrafię zliczyć ile razy próbowałam ich już ze sobą pogodzić, ale za każdym razem efekt jest ten sam. Na domiar złego Kastiel usłyszał naszą dwuznaczną rozmowę . Teraz na pewno wszystkim rozpowie, że Nataniel i ja jesteśmy parą, a to oczywiście nie ma nic wspólnego z prawdą. Już widzę tę rozwścieczoną minę Amber na tę wieść , ale swoją drogą to miło będzie zobaczyć jak nadyma tę swoją krzywą mordkę.
- Przepraszam- Nataniel odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie przepraszająco.- Zachowałem się jak dziecko- patrzył w moje oczy przez dłuższą chwilę. Chciał chyba coś dodać, ale zrezygnował i zamiast tego spuścił głowę.- Lepiej wyciągnij już zeszyt z matematyki i tak już za długo musiałaś się mną zajmować.
Gdy już wszystko posłusznie przygotowałam, rozsiadłam się na wygodnym skórzanym fotelu przy biurku Nataniela. Mój nowy nauczyciel przysiadł się do mnie i zaczął mi na przemian dyktować i tłumaczyć. Nie umiałam się skupić na ani jednym słowie, bo ciągle myślałam o tej nowej uczennicy. Najbardziej martwię się o to, że spodoba się Natanielowi. Pewnie nie będzie miał już wtedy dla mnie czasu, przecież jestem tylko jego przyjaciółką. A przecież prędzej czy później zacznie szukać dziewczyny. Eh... Dlaczego tak właściwie cały czas nad tym rozmyślam?
- Yyy... Su?- powróciłam na chwilę do rzeczywistości i zobaczyłam, że Nat dziwnie przygląda się mojej kartce. Nic dziwnego, w moim zeszycie widniał na pół strony napis Nataniel. Moje policzki w jednej chwili zalał potężny rumieniec. Ale wstyd.
- Przepraszam, zamyśliłam się- zaczęłam nerwowo zakreślać ten nieszczęsny napis długopisem. Nataniel złapał mnie za nadgarstek i odciągnął moją dłoń od kartki.
- Su, powiedz mi proszę, co cię tak martwi? Cały dzień jesteś jakaś taka nieobecna- Nat odwrócił moje krzesło tak, żebym siedziała naprzeciwko niego.
- A ty pewnie znów mnie wyśmiejesz- tym razem to ja zrobiłam obrażoną minę.
- A więc chodzi o tę dziewczynę?- spojrzał na mnie, ale ja tylko spuściłam wzrok nic nie odpowiadając.- Naprawdę się tym tak martwisz?
Podniosłam głowę i widząc jego kpiący uśmieszek, zaczęłam się zastanawiać czy mu w ogóle coś odpowiedzieć. Po dłuższej chwili zawahania zdecydowałam, że opowiem mu o wszystkich moich zmartwieniach, nawet tych dotyczących jego, może dzięki temu będzie mi lżej. Kiedy skończyłam swoją wyczerpującą wypowiedź, spojrzałam na Nataniela, oczekując na jego reakcję, ale chyba niezbyt potrafił się w tym połapać. Dość niezręczną ciszę przerwał donośny piskliwy głos:
- Cześć braciszku!- no tak, tylko jej nam tutaj brakowało.
- Witaj Amber- Nataniel wstał, by przywitać swoją ukochaną siostrę. Naprawdę nigdy nie zrozumiem ich relacji. Ta rozkapryszona dziewucha cały czas wykorzystuje miłość jej brata, dlatego każdy wybryk uchodzi jej płazem, a Natanielowi to i tak nie przeszkadza. Cały czas patrzy na nią jak na małą bezbronną siostrzyczkę. Grrr... na samą myśl o niej zaczynam się w środku gotować.
- AAAA- nie wiem dlaczego, ale gdy tylko Amber mnie ujrzała, podniosła ogromy lament.- Dlaczego wpuściłeś to coś do środka?- Nataniel spojrzał na nią karcąco.
- To coś ma imię- odpowiedziałam jej, próbując naśladować ten jej irytujący głosik.
- Wynoś się stąd- Amber podniosła dumnie głowę pewna, że jej brat ją wesprze.
- Nie, Amber- Nataniel złapał swoją siostrę za rękę i zaczął ją ciągnąć w stronę wyjścia.- To ty stąd wyjdziesz- jego postawa bardzo mnie zdziwiła, byłam pewna, że wymyśli coś, żeby jego siostrzyczka została. Nie umiałam się powstrzymać i zaczęłam się z niej śmiać.- Su, ciebie też proszę, byś już wyszła. Chcę pobyć sam- mina natychmiast mi zrzedła. Nie potrzebnie mu się zwierzałam, wiedziałam, że będzie to miało jakiś odcisk na naszej przyjaźni. Mam tylko głęboką nadzieję, iż nie oznacza to jej końca. Na razie nie pozostało mi nic innego jak wziąć rzeczy i opuścić jego mieszkanie. Pogłaskałam jeszcze na do widzenia Śnieżkę, która w podziękowaniu otarła się o moje nogi, a następnie w ułamek sekundy dała susa do sypialni swojego pana. Ruszając do wyjścia, jeszcze spojrzałam przepraszająco na Nataniela, który ewidentnie miał już dość dzisiejszego dnia. Gdy tylko Amber zauważyła mnie jak wychodzę, zaczęła się gorzko śmiać. Minęłam ją bez słowa, z wymalowaną złością i upokorzeniem na twarzy.
Następnego dnia zaspałam, przez co nie poszłam na pierwszą lekcję. Gdy wchodziłam do szkoły miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Przechodząc głównym korytarzem, widziałam jak ludzie, spoglądając na mnie, szepczą coś między sobą. Zaczęłam szukać wzrokiem Rozalii, by zapytać ją co się takiego wydarzyło, kiedy ktoś nagle zepchnął mnie na szafki. W wyniku tego upadłam i mocno uderzyłam się w głowę, odruchowo dotknęłam dłonią obolałe miejsce. Aua, na całe szczęście nie leci mi krew, za to guz będzie jak się patrzy. Siedziałam tak jeszcze chwilę, masując obolałe miejsce. Dopiero kiedy ból trochę ustąpił i byłam w stanie się podnieść, zobaczyłam nad sobą zezłoszczoną Amber.
- Jeśli myślisz, że możesz sobie tak pogrywać to się grubo mylisz. Mój brat prędzej, czy później przejrzy na oczy i z tobą zerwie- o czym ona znowu gada? Jak niby Nataniel miałby ze mną zerwać? Pewnie znów sobie coś ubzdurała albo... Ahh, już pamiętam. Kastiel musiał wszystkim rozpowiedzieć, o rozmowie, którą usłyszał poprzedniego dnia, gdy szliśmy z Natanielem do jego mieszkania, to pewnie też dlatego tyle osób wytykało mnie palcami.
- Posłuchaj Amber, kiedy ja nawet nie...
- Nic mnie to nie obchodzi. Mój brat nie jest głupi, zresztą już sobie znalazł inną- Amber odeszła do swoich koleżanek, chichocząc pod nosem. O jaką inną jej chodziło? Nie mogłam się powstrzymać, by to sprawdzić, więc ruszyłam w kierunku pokoju gospodarzy, ale na miejscu nikogo nie zastałam. Postanowiłam pójść do sali, w której mam mieć planowo lekcje, z nadzieją, że właśnie tam znajdę Nataniela. Gdy przekroczyłam próg klasy, zobaczyłam śliczną brunetkę, z długimi falowanymi włosami i pięknymi niebieskimi oczami, która siedziała odwrócona na krześle do Nataniela. Już na pierwszy rzut oka widać było, że strasznie się do niego kleiła. Postanowiłam wykorzystać, krążącą po szkole plotkę i wpadłam na genialny pomysł. Pewna siebie podeszłam do ławki nieświadomego jeszcze niczego Nata, usiadłam obok niego i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Cześć kochanie- starałam się mówić jak najsłodszym głosikiem. Nataniel spojrzał na mnie zmieszany, a dziewczyna z śliczną buźką zaczęła mnie mierzyć wzrokiem. Czyli pierwszy cel osiągnięty.
- Yyy, cześć Su- Nat zaczął przyglądać mi się badawczo.- Poznajcie się. To jest Nina- wskazał dłonią na nową uczennicę, której Bozia niestety nie poskąpiła urody, z bliska wydawała się być jeszcze ładniejsza.- A to...
- Sucrette- przerwałam mu- dziewczyna Nataniela- Nowa zrobiła duże oczy, a mój niby chłopak niespodziewanie wstał i przepraszając dziewczynę, wyprowadził mnie z sali. Ciągnął mnie aż do pokoju gospodarzy, a kiedy upewnił się, że nikt nas nie słyszy, wrzasnął:
- Można wiedzieć co ty wyprawiasz?- chciałam się wytłumaczyć, ale Nataniel kontynuował.- Zachowujesz się gorzej niż moja siostra. Co ci strzeliło do głowy? Najpierw odpływasz gdzieś cały dzień myślami, wypisujesz jakieś bzdury w swoim zeszycie, potem zgrywasz wielką zazdrośnicę, a teraz udajesz moją dziewczynę. Nie poznaję cię Su. Kiedy wczoraj byłaś o mnie zazdrosna to nawet przez chwilę mi to schlebiało, ale przypomnę ci, że ty też rozmawiasz z płcią przeciwną, jednak w przeciwieństwie do ciebie, nie udaję wtedy twojego chłopaka, a wiesz dlaczego? Bo wtedy cała szkoła będzie o tym gadać- bardzo zabolały mnie te słowa, a najbardziej zabolało mnie to, że porównał mnie do Amber.
- Już gada- to była chyba moja najgłupsza odpowiedź i jak się okazało mój największy błąd.
- Co?!- Nataniel ciągle krzyczał.
- Kastiel rozgadał co wczoraj widział i wszyscy teraz myślą, że jesteśmy parą, dlatego chciałam to wykorzystać, bo wkurzył mnie widok ciebie i tej całej Niny- Nataniel opadł bezsilnie na krzesło i schował twarz w dłoniach.
- Przepraszam, znowu mnie poniosło- wreszcie przestał krzyczeć.- Ale to nie znaczy, że nie przesadziłaś. A z Niną załatwiałem tylko formalności. Już ci tłumaczyłem, że jesteś dla mnie ważna, jednak po dzisiejszej sytuacji dobrze by było, gdybyśmy na pewien czas ograniczyli kontakt- z każdym jego słowem coraz bardziej zbierało mi się na płacz. Nie potrafiłam dłużej wytrzymać, łzy zaczęły powoli spływać po moim policzku. Czerwona z płaczu wybiegłam z pokoju gospodarzy, ostatnie co pamiętam to Nataniel, który krzyczy moje imię. Dalej jest tylko pustka i ciemność.
środa, 1 lipca 2015
Rozdział 1 ,,Nowa uczennica"
Ten poranek był wyjątkowo ciężki. Przepraszam, wróć. Poprzednia noc była wyjątkowo ciężka. Musiałam nieźle nawdychać się tego potwornego dymu, kiedy wracałam po ten cholerny artykuł, który Peggy i tak uznała za beznadziejny. No cóż, czasami bywam lekkomyślna, ale dostałam za swoje. Najpierw wstępnie oberwałam od Nataniela i Armina, a później dołączyła do nich pani z chemii, Roza oraz moi rodzice. Nieźle się wczoraj nasłuchałam, a na dodatek strasznie boli mnie głowa. Czuję się tak, jakby ktoś miał mi ją rozerwać od środka. I jak tu się w takiej sytuacji skupić na matematyce, która sama w sobie jest nieciekawa? Pan Smith zaczął już spoglądać na mnie ukradkiem i pewnie domyśla się, że nie wsłuchałam się w ani jedno jego słowo.
- Panno Sucrette, proszę mi powiedzieć, jak brzmi trygonometryczne twierdzenie Pitagorasa?
- J-ja?- miałam totalny mętlik w głowie, gdy pan Smith wskazał na mnie palcem.
- A czy jest tutaj w klasie inna Sucrette?- wszyscy uczniowie zaczęli rechotać, tylko Nataniel spojrzał na mnie z troską.- Cisza!- pan Smith podniósł nieco ton głosu, a w mgnieniu oka wszyscy umilkli.- Teraz głos zabiera panna Sucrette. Słucham.
W sali zapanowała grobowa cisza. Spokojnie mogłam usłyszeć muchę przelatującą na końcu sali. Zaczęłam nerwowo przewracać wzrokiem po klasie, wszyscy zajęli się sobą, Armin grał ukradkiem na konsoli, Amber żywo dyskutowała z Lin i Charlotte, Kastiel palił e- papierosa, a gdy zobaczył, że zerkam w jego stronę puścił mi oczko, potrząsnęłam głową i spojrzałam przed siebie, całkowicie zapomniałam, że nauczyciel zadał mi pytanie. Chwila, o co mnie zapytał?
- A więc...- chciałam coś wydukać, ale nie pamiętałam jak brzmiało pytanie.- Tak szczerze to po wczorajszym incydencie nie najlepiej się czuję, czy mogłabym pójść do toalety?
Pan Smith podrapał się po głowie, pewnie dostanę jedynkę, znowu. Albo lepiej zaprosi na pogawędkę moich rodziców, a wtedy szlaban mam gwarantowany.
- Dobrze idź, ale- nienawidzę, gdy ktoś wypowiada słowo ,,ale", za tym zawsze kryje się coś niedobrego- na jutro przyniesiesz mi referat na temat funkcji trygonometrycznych.
- Dobrze proszę pana- jakoś mi się nie uśmiecha spędzać nad tym popołudnie, ale lepsze to niż kolejna kapa.
- A i weź kogoś ze sobą, jeszcze nam się przewrócisz po drodze.
Nataniel podniósł rękę do góry.
- Ja z nią pójdę- zastanawiam się czy zrobił to dlatego, bo zawsze jest taki uczynny, czy też dlatego, żeby przy okazji prawić mi morały? Wstałam z ławki i delikatnie zasunęłam za sobą krzesło. Musiałam jednak za szybko się podnieść, bo przed oczami pojawiły mi się mroczki i lekko się zachwiałam. Od razu poczułam jak ktoś chwyta mnie za rękę, kiedy odwróciłam głowę, zobaczyłam jak Nataniel nerwowo na mnie spogląda, trzymając mój nadgarstek.
- Wszystko ok?- spojrzał na mnie zatroskany, zupełnie niepotrzebnie, po prostu lekko zakręciło mi się w głowie. Uwolniłam się z jego uchwytu i dałam znak głową, że wszystko jest pod kontrolą. Otworzył mi drzwi i wyszliśmy na korytarz. Nataniel złapał znów moją dłoń i ciągnął mnie za sobą w kierunku pokoju gospodarzy. Kiedy tam doszliśmy, ponownie otworzył mi drzwi, a potem posadził przy otwartym oknie.
- Trzymaj- mówiąc to podał mi szklankę wody, chyba naprawdę się wystraszył.- I żeby mi to było ostatni raz- wiedziałam, że zacznie mnie pouczać.- Ok, ja wracam na lekcję, jak się lepiej poczujesz to do nas dołącz- Nataniel nie mówił do mnie troskliwym głosem jak zawsze, jego ton głosu był bardziej...hmm...stanowczy, oschły?
- Nat, poczekaj- chłopak stanął przy drzwiach i odwrócił głowę w moją stronę.- Dziękuję i... przepraszam- uśmiechnął się do mnie i wyszedł na korytarz bez słowa.
Siedziałam jeszcze w pokoju gospodarzy jakieś piętnaście minut, a potem wróciłam na resztę lekcji. Teraz była pora lunchu, a to oznacza, że mam mnóstwo czasu, by przeczytać nowy numer szkolnej gazetki. Wyciągam swój egzemplarz i od razu moją uwagę przyciąga wielki nagłówek na pierwszej stronie W przyszłym tygodniu przybędzie do nas nowa uczennica. Nie jest to jakaś tragedia, ale przywykłam do myśli,że to ja jestem ta nowa. W mojej głowie pojawia się istny harmider. A jeśli ona jest ładna? I teraz wszyscy zapomną o mnie, bo będą mieli nową przyjaciółeczkę? Stop. Muszę przestać tak myśleć. Zachowuję się jak skończona egoistka. Przecież to tylko dodatkowa dziewczyna w szkole. A co jeśli inni myśleli tak samo, kiedy to ja miałam dojść to tej szkoły?
- Hej- Alexy wyrwał mnie z zamyśleń.- Nad czym tak rozkminiasz?
- O hej, nad niczym ważnym. Czytałeś już artykuł o nowej uczennicy?
- Tak- na jego twarzy pojawił się uśmiech.- Mam nadzieję, że będzie fajna.
- A co dla ciebie znaczy ,,fajna"?
- No wiesz...- Alexy podrapał się po głowie- ładna, no i musi mieć, no ten...
- Cycki?- zapytałam, patrząc na niego z przekąsem.
- Też, ale myślałem o tyłku, no wiesz taka przynajmniej 9/10- szturchnęłam go upominawczo w ramię, a potem w jednej sekundzie wybuchnęliśmy śmiechem. Muszę przyznać, że poprawił mi tym humor.Gdy tak siedzieliśmy, śmiejąc się na cały głos, podszedł no nas Nataniel.
- Cześć, a co tu tak wesoło?- jego ton głosu wreszcie był normalny.
- Rozmawialiśmy o tej nowej, co to ma przyjść w przyszłym tygodniu- Alexy powstrzymał się na chwilę od śmiechu, a po chwili znów nim wybuchnął.
- Rozumiem- Nat uśmiechnął się do nas i skierował wzrok tylko na mnie.- Tak właściwie to mam do ciebie sprawę Su.
- To ja was zostawiam- Alexy skinął w moją stronę głowę, uścisnął dłoń Natiego i odszedł w stronę Iris, rozmawiającej z Rozalią.
- To o co chodzi?- spojrzałam pytająco w stronę Nataniela.
- Potrzebujesz może pomocy przy referacie z matmy?- referat, kompletnie o tym zapomniałam. No to nici z dobrego nastroju.- Bo tak pomyślałem, że może będziesz potrzebowała pomocy, no i jeśli byś chciała, możemy pójść do mojego nowego mieszkania, w końcu wspominałaś kiedyś, że chętnie byś mnie odwiedziła no i spotkałabyś znów Śnieżkę- patrzył na mnie,jak dziecko patrzące na długo wyczekiwany prezent. W sumie nie jest to taki zły pomysł. Chciałabym wreszcie zobaczyć jak mieszka, a przede wszystkim chcę znów przytulić jego kochanego kociaka, którego sama pomagałam wybrać.
- Zgoda, pójdziemy do ciebie po lekcjach- uśmiechnęłam się do Nata, a on odwzajemnił mi się tym samym. Miałam wrażenie jakby ze szczęścia miał zaraz wyskoczyć w powietrze.
Czekam na niego, na dziedzińcu już dziesięć minut.Ile można się pakować? Wreszcie zauważam jak blond czupryna zbliża się w moją stronę.
- Przepraszam, że tyle czekałaś, ale zatrzymała mnie jeszcze po drodze pani dyrektor- oparł ręce na kolanach i co chwila posapywał, jakby przed chwilą go gonili.
- Nic nie szkodzi. No to co idziemy?- Nat złapał moją dłoń, ale po chwili ją puścił, gdy zorientował się co zrobił. Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, aż stwierdziłam, że skorzystam z okazji i zapytam go co myśli o pojawieniu się nowej uczennicy.
- Czytałeś dzisiejszą gazetkę?
- Tak- Nataniel spojrzał na mnie podejrzliwie.- A co?
- Nic, tak zastanawiałam się tylko...
- Słucham- zwolniliśmy kroku, a mój towarzysz spoglądał na mnie wyczekująco.
- No bo w przyszłym tygodniu ma się pojawić ta nowa uczennica i byłam ciekawa co o tym sądzisz- matko, zachowywałam się jak jakaś głupia nastolatka.Nie wiem dlaczego, ale to po prostu jest silniejsze ode mnie.
- A co mam myśleć?- Nat wzruszył ramionami.- Nic nadzwyczajnego- phi, o mnie też tak pewnie myślał, a teraz co? Idziemy razem do jego mieszkania i mało brakowało, a szlibyśmy za ręce.
- Nawet, choć przez chwilę, nie zastanowiłeś się jak ona może wyglądać?- Nati spojrzał na mnie zdziwiony tym pytaniem.
- Nie, może trochę, a zresztą dlaczego to cię interesuje?
- To głupie, ale boję się, że ona zajmie moje miejsce- Nataniel parsknął śmiechem, nie wiem co go tak w tym śmieszyło.
- Twoje miejsce? Hahahahaha, przepraszam- zaczął ocierać oczy, bo ze śmiechu miał już je całe czerwone.- A jakie jest twoje miejsce?
- No wiesz...- zawahałam się czy mu o tym powiedzieć, w sumie co mi szkodzi, ale z drugiej strony przed chwilą mu się zwierzyłam, a on mnie wyśmiał.- Jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie chcę, żeby ktoś mi cię skradł- ups, czy ja to powiedziałam na głos? Pięknie. Zasłoniłam dłonią usta, zdając sobie sprawę z tego co powiedziałam.
- Czekaj, czekaj- Nataniel chwycił moją dłoń, tak abym sie zatrzymała i stanęła naprzeciw niego.- Czy ty... jesteś o mnie... zazdrosna?- spuściłam ze wstydu wzrok, ale Nat delikatnie podniósł mój podbródek. Pewnie jestem teraz czerwona jak burak, ale pociesza mnie to, że Nataniel też się lekko zarumienił.- Nikt mi ciebie nie zastąpi- wsunął swoje dłonie w moje włosy i pocałował mnie delikatnie w czoło. Byłaby to wspaniała chwila, gdyby nie...
- Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam, coś podobnego. Nasz główny gospodarz zarywa do Su.
- KASTIEL!!!- Nataniel wrzasnął. Chciałam go powstrzymać, lecz było za późno i w jednej chwili Nat rzucił się na niego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)